Widok młodej, radosnej, pełnej ciekawości świata dziewczyny, zawsze powodował u mnie typową męską aktywność i przyśpieszone bicie serca. Podejść, zagadać, zaintrygować. Zrobić wrażenie. Tym razem jednak było inaczej, chociaż początek był taki sam jak zawsze. A może zupełnie inny? :)
Pojawienie się warszawskiej taksówki w Puszczy Białowieskiej, nie jest chyba typowym widokiem. Tym bardziej, gdy taksówkarz przyjeżdża specjalnie po Ciebie i zaprasza na darmową przejażdżkę,, do celu Twojej podróży.
– Pani wsiada, podrzucę na miejsce – uchylam okno, zapraszając nieznajomą dziewczynę do samochodu.
– Ale Pan nie w tę stronę, bo ja idę w tym kierunku, z którego Pan przed chwilę nadjechał – odpowiada nieznajoma dziewczyna.
– Ale ja właśnie wróciłem po Panią – tłumaczę.
To prawda.
15 minut temu, wjeżdżaliśmy do Puszczy Białowieskiej, jadąc do miejsca mocy, które mieliśmy w planie odwiedzić. Pięć osób w samochodzie. Leśna droga, a wokół nas same drzewa. Jak to w puszczy :) Po dwóch kilometrach drogi, pojawia się przed nami kolorowa postać, idąca poboczem. Mijamy ją powoli. Przykuwa mój wzrok. Młoda dziewczyna z plecakiem maszeruje odważnie w kierunku puszczy. W jednej chwili wpadam na pomysł, żeby ją zabrać. Niestety, szybki ogląd sytuacji (komplet pasażerów) uświadamia mi, że to niemożliwe. Ale zanim dojedziemy na miejsce, w mojej głowie pojawi się pomysł. Postanawiam, zostawić moich znajomych na docelowym parkingu i wrócić po „turystkę”
Olimpia, bo tak ma na imię, siedzi już w samochodzie. Rzut oka na młodziutką dziewczynę, chwila rozmowy i coś mi podpowiada, że chyba mamy wspólnych znajomych na facebooku. Okazuje się, że intuicja mnie nie zawodzi, a Facebook nie kłamie. :)
Dojeżdżamy na miejsce, Wysiadamy z samochodu i ruszamy w kierunku moich znajomych, którzy odeszli już kawałek od parkingu. Dziewczyna rusza w drogę szybkim tempem, a ja…. ja mam ochotę podelektować się wolnym marszem. Chociaż z drugiej strony jestem jej ciekaw i chciałbym porozmawiać. Ostatecznie wybieram trochę taki „kłus” :) Olimpia jest w zachwycie przyrodą, swoją podróżą i rozwojem duchowym. Odzywa się we mnie chęć zaimponowanie jej, opowiedzenia o sobie, o tym, czym się zajmuję i zaintrygowania swoją osobą. Jednak zanim zacznę swój „taniec godowy” łapię się na tym, że właściwie to … mi się już nie chce. Szybkość, z jaką zmienia się moja potrzeba, zaskakuje mnie samego. Przyglądam się uważnie swojemu wnętrzu. Potrzeba odpuszczenia wzmacnia się.
Mój Boże, jak dobrze mi z sobą, moją “prawdą” i spokojem – dostrzegam, jak uczucie błogości rozlewa się po moim ciele, czując jednocześnie radość z tego, że mogę zwyczajnie odpuścić. Że nie muszę już podejmować kolejnego wyzwania, że nie muszę maskować „na zewnątrz” swojego wieku, po, to aby stawać się bardziej atrakcyjnym dla młodej kobiety. Nie chce mi się już “naginać” dopasowywać, ukrywać swój wiek. Już tak nie chcę. Wystarczy.
I mimo tego, że nadal kobieca młodość, energia i witalność, robią na mnie wrażenie, to świadomie szukam już innej jakości. Coraz częściej, rozglądam się za dojrzałością. To ta jakość mnie przyciąga i fascynuje. Również u mnie samego. Szczególnie to, kim się staję, w dojrzewaniu, spowolnieniu, zdystansowaniu. To tu czuję prawdziwą magię dla samego siebie. Tak, to prawda. Z wiekiem, widzę to coraz wyraźniej. Czuję, jak uśmiecham się w duchu na myśl o tym odkryciu.
Gdy tak zatapiam się w rozmyślaniu, zauważam, że mimochodem zwalniam krok. Aż w końcu się zatrzymuję.
Widzę, jak Olimpia się oddala…
Ale ja, już nie przyśpieszam kroku…
Dobrze mi tutaj,, z moim własnym…. rytmem.
Posłuchaj podcastu.
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)

