A jeśli to ma jakiś sens?

– Jestem głupia i naiwna, bo jeszcze raz uwierzyłam mu w to, że się zmieni. Obiecywał poprawę. Że zrobi to dla dziecka. Gówno prawda! On już taki był i jest! Tylko ja byłam głupią, ślepą idiotką, która tego nie widziała – dziewczyna nagle wybucha, poruszana emocjami. Teraz słyszę wyraźnie, jak jej głos drży, a ona sama  ma kłopoty ze złapaniem oddechu.

– Przepraszam Pana, za moje zachowanie – dodaje po chwili.
–  Nic się nie stało. Rozumiem – odpowiadam. Pani babcia, która zamawiała taksówkę, opowiedziała mi co się stało.

– A wie Pan, co najbardziej boli mnie w tym wszystkim?
– To, że nikt, absolutnie nikt,  mi nie pomógł. Tylko babcia zawsze stała po mojej stronie.

Przed chwilą uciekłam od niego z mieszkania. Dopadł i rzucił się na mnie, tutaj, pod blokiem, przed bramą. Krzyczałam i wzywałam pomocy,  ale nikt z tego pieprzonego, strzeżonego osiedla mi nie pomógł! Nikt z lokatorów nie wyszedł! Nawet, ochrona, która siedzi tam przy bramie, w ogóle nie zareagowała! Chociaż wzywałam pomocy. Wyobraża Pan sobie??? Przecież tam wszystko widać, na tych kamerach!  Ten drań uciekł, dopiero wtedy, gdy postraszyłam go, że wezwę policję.  Damski bokser!

– Za pierwszym razem, chciałam mu założyć niebieską kartę, ale policja przyjechała i powiedziała, że jak z nim nie mieszkam, to oni nic nie mogą zrobić. Co za chory kraj! – kończy pełna żalu w głosie i po chwili milknie.

Zwykle w takich chwilach łapię się na tym, że powinienem jakoś pocieszyć, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale teraz mam zupełną pustkę w głowie. Słucham więc uważnie, ale nie dopytuję o szczegóły, bo co właściwie miałbym powiedzieć.
– Chciałbym Pani jakoś pomóc, ale kompletnie nie wiem jak – odsłaniam swoją bezradność. Coś tam jeszcze dukam o jakiś fundacjach, ale bez większego przekonania.

– A co Pani robi zawodowo? – rzucam w końcu pytanie, żeby jakoś rozbroić ten ciężki klimat.
– Pracuję w teatrze, ale kiedyś chciałam studiować jakiś kierunek związany z psychologią, wie Pan, ja chciałam pomagać innym, trochę tez takim osobom z trudnych rodzin. Od początku czułam, że to moje powołanie, ale ktoś mi powiedział, że ja się nie nadaję do tego, a ja w to uwierzyłam i rzuciłam to po roku. Teraz trochę tego żałuje, – tłumaczy i nagle urywa. Wygląda tak, jakby się nad czymś zastanawiała.

-Wie Pan co? –  odzywa się po dłuższej chwili.
To dziwne, ale ja chyba po raz pierwszy wyraźnie usłyszałam samą siebie. Tzn.to, co mówiłam o chęci pomaganiu innym. Jak ja mogę pomagać komuś, skoro sama sobie nie daję  z własnym życiem?  – na jej twarzy pojawia się zmieszanie. To przecież bez sensu. Może  powinnam  w końcu zadbać o samą siebie? Może dlatego kolejny raz mnie to spotyka, żebym w końcu zrozumiała?
– A Jak Pan myśli? – zwraca się do mnie z pytaniem, tak jakby szukała potwierdzenia swoich przypuszczeń.

Spoglądam na nią uważnie. Jej twarz wydaje się już spokojniejsza. Emocje tez się wyciszyły.
– Co ja myślę? To chyba teraz nieistotne, bo Pani już to wie.

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

 

 

Nie przegap! Zapisz się do newslettera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Ta strona korzysta z plików cookie. Przeglądając tę stronę, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookie.