– Ale to straciłeś wszystko? Naprawdę? Sprawdź jeszcze raz, może gdzieś są, w innym miejscu?- słyszę głos niedowierzania. Nie mam, sprawdzałem – odpowiadam spokojnie, sam zaskoczony swoją reakcją.- Dla mnie to nie do wyobrażenia, to cała moja historia, tam mam wszystko, wszystkie swoje wspomnienia. To tak jakby, ktoś umarł – słyszę
Po co mi to wszystko?
Gdy już do mnie dotarło, ze poprzez swoje „niechcący” skasowałem wszystkie, ale to absolutnie wszyściutkie zdjęcia, czyli jakieś kilkanaście lat zapisywania życia na cyfrowej kopii, nie było we mnie rozpaczy, żalu, dram, Tak po prostu. Zdjęcia były i nie ma. Nikt nie umarł. Dalej żyję. Chyba po raz pierwszy w swoim życiu, miałem czas, aby się zastanowić nad sensem kolekcjonowania zdjęć na dysku.
Po co właściwie to robiłem, skoro do nich nie zaglądam” – tłukły się pytanie w mojej głowie. Na później? Czyli na kiedy? Czy pojawia się we mnie potrzeba oglądania tych utrwalonych wspomnień? Czy spotykają mnie momenty, gdy widzę się z kimś i słyszę” Hej, chodź pooglądajmy Twoje zdjęcia z lat 2015 – 20?” No nie. Nie mam takich sytuacji Sam nie pamiętam, kiedy ostatnio zaglądałem do tych folderów. A więc po co? – dopytywałem sam siebie. Nie potrafiłem znaleźć sensownej odpowiedzi na swoje pytanie.
Wewnętrzny dialog słabł, a ja z czasem, przestałem zwracać na to uwagę.
Jednak po upływie 3 tygodni, motyw zdjęć znienacka powrócił. A może spróbuję odzyskać te zdjęcia, raz jeszcze? – zacząłem się zastanawiać. Zostawię sobie tylko te, które są dla mnie ważne, Resztę zdjęć skasuję. Tym razem bezpowrotnie. A i zrobię coś jeszcze…. Chcę je wydrukować! Tak! To świetna idea – zachwycałem się pomysłem, który wpadł mi do głowy.
Odzysk
Ktokolwiek odzyskiwał jakieś utracone dane z dysku, wie, że jest to żmudny proces. U mnie trwało to 2 dni. Komputer nieprzerwanie szumiał i mielił dysk w poszukiwaniu, utraconych zdjęć. I oto są!
Mam przed sobą kilkaset zdjęć do przejrzenia. Z najróżniejszych chwil mojego życia. I tych łatwych i tych trudniejszych. Ok, ale według jakiego klucza je posortować? Czy odrzucać te, które są nieostre a zostawić tylko te, które są wyraźne? Czy skupić się na tych, które budzą we mnie jakieś wspomnienia, nawet jeżeli są nieostre i niedoskonałe? Szczerze mówiąc, myślałem, że ta segregacja będzie łatwiejsza.
Dzieci
Tu wybór był prosty, Zostawiam wszystkie zdjęcia, które nadają się do wydruku. Czuje, ze to bardzo odległy czas i każdy okruch w postaci zdjęcia jest istotny, ważny. Taki czas, który już definitywnie przeminął.
Byłe
Tutaj było zdecydowanie trudniej. Gdy tak rozmyślałem, przypomniałem sobie, że kiedy .kończyła się jakaś relacja, wszystkie zdjęcia z nią związane natychmiast kasowałem. To był mój system obronny, żeby nie tęsknić. Chciałem to wyczyścić, zapomnieć. Taki swoisty okres żałoby. Z reguły kończyło się to tym, że po kilku tygodniach a czasem nawet po pół roku, zdjęcia z powrotem triumfalnie :) wracały na dysk. Tłumaczyłem sam sobie, ze lepiej je mieć, bo być może „kiedyś na nie spojrzę” :). Hahahaha :) Cały ja!
A potem……., potem odzyskane zdjęcia trafiały do specjalnego zamkniętego katalogu (tak jak za karę :) ) , żeby nie wywoływać we mnie uczucia żalu i wspomnień. Znałem siebie na tyle dobrze, iż wiedziałem, że sięganie do przeszłości, wspomnień, kiedy w „tu i teraz” dotyka mnie samotność lub trudności dnia codziennego, spowoduje odwrotny efekt do zamierzonego. Zwykle po takiej chwilowej ekscytacji i radości wracał żal i tęsknota za minionymi chwilami.
Los sprawił, że nie mam już komfortu „omijania” tych folderów. Proces odzyskiwania przemieszał wszystko. Siedzę teraz przed odzyskanymi zdjęciami i zastanawiam się, czy jestem gotów na zmierzenie się z tymi wspomnieniami, raz jeszcze. Świadomie muszę zanurzyć się raz jeszcze w miniony czas.
Idzie nowe?
Przeglądam zdjęcia, które chcę zostawić sobie na pamiątkę. Najciekawsze jest to, że nie pojawia się we mnie żal za utraconą chwilą, minionym czasem czy niewykorzystaną okazją. Patrzę na te zdjęcia i uśmiecham się sam do siebie, myśląc O kurcze, jaki to był fajny czas” lub „Jakie ładne zdjęcie, ile tu radości” Czuję wdzięczność, że mogłem w swoim życiu przeżyć takie chwile i spotkać takie osoby. To dziwne uczucie. Coś się zmieniło we mnie samym.? Czy już wybrzmiał we mnie wszystek żal, smutek, a może stałem się bogatszy o nowe doświadczenia, dojrzalszy, i mam większy dystans do minionego czasu? Nie mam pojęcie, ale cokolwiek to jest, czuję spokój. Jest mi dobrze.
Finał
Zamówione i wydrukowane zdjęcia przyszły bardzo szybko. Po 2 dniach od zamówienia paczka leżała już w paczkomacie. Boooże jakie to ekscytujące!. Rozpakowanie zdjęć skojarzyło mi się z rozpakowywaniem znaczków pocztowych, które kiedyś zbierałem. Przypomniałem sobie, jak biegałem na pocztę, po to, aby kupić sobie nowy zestaw. Opakowania ze znaczkami było zawsze zafoliowane, więc można było podejrzeć te znaczki, które były na wierzchu. Całą resztę, odkrywałem już w domu, po zdjęciu wierzchniej foli. Jakaż to była radość, jak się okazywało, ze pod spodem były jeszcze ładniejsze znaczki. Tak czułem się teraz, trzymając plik fotografii odebranych za paczkomatu.
Oglądam swoje zdjęcia. Robię to już od kilku dobrych godzin. I chociaż znam je, to mam wrażenie, że odkrywam je po raz pierwszy. Przejrzałem je już kilka razy i ciągle do nich wracam. Zabrałem je nawet do lasu na wspólne oglądanie. To nie do opisania uczucie, gdy przekazujesz je drugiej osobie i te „okruchy wspomnień”, krążą między nami. Każde z nich nabrało jakiejś szczególnej wartości. A przecież nic się nie zmieniło. Może to, że wydobyłem je z wirtualnej przestrzeni i tchnąłem w nie nowe życie? Być może zabrzmi to mistycznie, ale, to tak jakby zdjęcia tęskniły za moim dotykiem. A może to moja potrzeba?
Jednego jestem pewien, koniec z kolekcjonowaniem zdjęć na dysku, czas na ich drukowanie! :)
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)


