Syn mojej znajomej był adwokatem. Tutaj w Warszawie – wyjaśnia mi pasażerka. I to takim juz całkiem znanym, bo finansowo wiodło mu się bardzo dobrze. I niech Pan sobie wyobrazi, że postanowił to rzucić.
Rodzice i znajomi byli w szoku. Przecież powodziło mu się świetnie, robił karierę wydawało się, więc, że jest szczęśliwy Ale on oznajmił, że wyjeżdża do Stanów. Myśli Pan pewnie, żeby tam zrobić karierę prawniczą.?
Nie proszę Pana – ciągnie opowieść moja pasażerka. On znalazł pracę w firmie, która zajmowała się…… przeprowadzkami. Wszyscy myśleli, że oszalał, przecież to prawie degradacja społeczna. Tu świetnie rokujący prawnik a tu gość, który dźwiga tapczan na czwarte piętro. Gdzie w tym sens a gdzie logika? Prawda?
Ale on tam odnalazł swoje miejsce. Po kilku latach został kierownikiem, a potem poznał dziewczynę, zakochał się i ożenił. I podobno jest bardzo szczęśliwy. Niesamowite, prawda?
Niesamowite – potwierdzam.
Innym razem jadę z plakacistą. Pan projektuje plakaty.
– Ja proszę Pana od dziecka wiedziałem, co chcę robić. Z wiekiem wszystko się zmienia, ale ta praca ciągle mnie bawi. Poza tym , wie Pan.. .. ja juz z tego żyje. i to nawet całkiem dobrze. Ale to wszystko wymagało pracy i czasu, żebym teraz mógł odcinać kupony. Gdybym jednak tego nie kochał, dawno rzuciłabym to w diabły.
Jeszcze inny przykład. Kancelaria adwokacka na spółkę z kumplem. Niezła kasa, ale….. nuda. W kółko te same sprawy.
– Moja praca, była taka wirtualna, a ja chciałem coś tworzyć, kreować. W końcu sprzedałem udziały wspólnikówi i wycofałem się z tego. Kupiłem sobie kawałek pola na Mazurach. Teraz jak trzymam w ręku wyhodowanego buraka z własnego pola, to namacalnie czuję, że coś stworzyłem. To całe doglądanie i obserwacja jak rośnie, to co się posadziło, to jest dopiero ekscytacja!
A jak to było u mnie?
Odnalezienie swojego miejsce.wydawało mi się jedynym sensem istnienie, tu na ziemi. Gdy trafiałem na historie osób, które od razu wręcz wiedziały co jest właściwie celem ich życia, to oczywiście czułem lekką zazdrość. Ależ to musi być fantastyczne uczucie, taka wiedza dana od razu.
Myślę, jednak że w większości przypadków, to my, sami musimy odkryć, swoje prawdziwe powołanie. I nie jest to łatwe zadanie.
To trochę tak, jakbyśmy dostawali w swoje ręce przemieszane puzzle z kilku zestawów, bez informacji (czyli obrazka) co właściwie mamy ułożyć. Niektóre elementy pasują od razu a niektóre w żaden sposób (chociaż próbujemy je tam wcisnąć na siłę) Zdarza się również, że ludzie, którzy pojawiają się w naszym życiu, przynoszą swoje własne puzzle, sugerując nam, że będą pasowały do naszego obrazka. A jak nie do naszego, to na pewno, do ich wzoru.
Jak się w tym wszystkim odnaleźć i nie zwariować?
Nie znam gotowego sposobu na to, jak odkryć swoje własne miejsce i pasję, bo chyba takiego uniwersalnego wzoru dla wszystkich, po prostu nie ma.
Ale chcę podzielić się z Wami kilkoma refleksjami, które mogą pomóc ją znaleźć.
Refleksja pierwsza:
SZUKAJ RADOŚCI
Banał, nie? Otóż nie.
To uczucie , jest tutaj bardzo ważne, a kto wie, czy nie najważniejsze Jeżeli praca, którą wykonujesz lub miejsce, w którym przebywasz, sprawia Ci, choć odrobinę radości, to bardzo dobry znak. Może się nawet okazać, jeżeli dokładnie się temu przyjrzysz, że to nie sama praca jest dla Ciebie źródłem zadowolenia, ale to, co ze sobą niesie. Może to być kontakt z ludźmi, może poczucie uczestnictwa w czymś nowatorskim, a może pensja, która pozwala Ci na spełnianie zachcianek. Czymkolwiek to jest, jeżeli uda Ci się to odkryć, to być może dostrzeżesz, że ten motyw już się wcześniej pojawiał. A jeżeli tak było, to zapewne stanowi on ważny element w Twoim życiu, z którego być może nie zdawałeś sobie dotychczas sprawy.
Jeżeli mimo to, nic takiego nie odnajdujesz, a czujesz jedynie wypalenie, frustrację i tzw. wkurw, to również nie musi oznaczać potrzeby zmiany obecnej pracy. Uczucie radości, może być przykryte zwykłym zmęczeniem. Czasem wystarczy chwilę odpocząć, by potem wrócić do swojej pracy z radością i chęcią kontynuacji. Innym razem wystarczy drobna „korekta” warunków pracy (o ile oczywiście jest to możliwe) by znów radość wróciła do Ciebie.
Co dokładnie mam na myśli?
Gdy zaczynałem swoją pracę jako taksówkarz, jazda przynosiła mi ogromny stres (jazda po mieście, korki, nieznajomość miasta, roszczeniowi klienci) do tego wszystkiego dochodziło jeszcze zmęczenie. Jeździłem po 11 lub 12h bez odpoczynku. Przez cały czas byłem zmęczony, zirytowany i zniechęcony. Któregoś dnia, tak mniej więcej po roku, zadałem sobie pytanie: po co właściwie to robię. Odpowiedź przyszła bardzo szybko. Dla kasy. Chciałem odłożyć sobie jakąś kwotę na koncie. Pamiętam, że ktoś nawet w jakiejś rozmowie zadał mi pytanie:
– Ale na co chcesz odłożyć? A ja odpowiedziałem – po głębokim zastanowieniu, z rozbrajającą szczerością – Nie wiem. Po prostu chcę mieć.
Ale najwidoczniej chodziło mi o coś jeszcze. Czegoś mi tu wyraźnie brakowało….
Wtedy postanowiłem się zatrzymać i poszukać, tego co sprawiało mi największą radość w pracy. Wypisałem na kartce kilkanaście rzeczy, które w niej lubię. . A potem zacząłem je wykreślać. Jedno po drugim. Zarabianie kasy wyleciało, jako jedno z pierwszych. Czyli nie kasa??? – to mnie kompletnie zaskoczyło. Pod koniec, zostały mi już na kartce, tylko dwie rzeczy. Możliwość rozmów i poznania historii ludzi (często z takich profesji czy miejsc, do których zazwyczaj nie miałbym dostępu) a także samo jeżdżenie po mieście, które po jakimś czasie, stało się dla mnie przyjemnością.
Gdy sobie to uświadomiłem, postanowiłem tak przebudować swoją pracę, aby te czynniki uwypuklić. I tak zrobiłem. Postawiłem na radość i dobrą atmosferę. Co prawda mam teraz mniej kursów, ale za to spore grono stałych klientów, z którymi każdy przejazd to czysta przyjemność.
Czy ta praca okazała się tym, czego szukałem w życiu? Jeszcze tego nie wiem, ale na pewno jest dla mnie ważnym etapem, bo dzięki niej, dowiedziałem się, dużo o sobie samym i o tym, jak jestem postrzegany przez innych ludzi. A to, okazało się dla mnie, prawdziwą kopalnią inspiracji.
Refleksja druga.
LUDZIE, COŚ W TOBIE WIDZĄ.
O ile radość jest wskazówką płynącą z naszego wnętrza, to mnóstwo cennych informacji, możemy również otrzymać z zewnątrz. M.in. od innych osób. Ludzie, których spotykamy w swoim życiu, a żadne spotkanie lub sytuacja nie jest przypadkowa, odbijają nasz obraz, którego bardzo często nie widzimy. Oczywiście nie mam tu na myśli komentarzy typu „Jezuuu, ale jesteś gruba” czy „Jesteś zwykłym palantem”, raczej chodzi o nasze cechy charakteru lub zdolności, które często dla nas samych są czymś normalnym, ale już dla innych osób, mogą być wręcz niezwykłe. Np. Twoja łatwość nawiązywania kontaktów, umiejętność słuchania innych, czy pedantyczność, może być nieocenioną wartością w wielu obszarach życia. To, co Tobie przychodzi z łatwością, na kimś może robić ogromne wrażenie i wzbudzać podziw. Spotkałem się również z ciekawą opinią, że to, co inni, uważają za Twoją największą wadę, może być Twoim ukrytym talentem.
Te wszystkie podpowiedzi i uwagi, przypadkowe lub nie, wypowiadane przez innych, przypominają nam o naszych talentach, z których być może, na co dzień nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy.
Nam pozostaje tylko odkryć, do czego możemy je wykorzystać. Jestem absolutnie pewien, że wszyscy składamy się z takich zestawów talentów. Wierzę, że nieprzypadkowo pojawiamy się na ziemi właśnie z takim, a nie innym potencjałem, nie mając z reguły pojęcia, do czego mamy go wykorzystać. Dlatego też wszelkie „okruchy informacji” o nas samych, które płyną pod naszym adresem od innych ludzi, są bezcenne. Jeżeli tylko zaczniemy łączyć je w większą całość, być może zrozumiemy, gdzie jest nasze prawdziwe miejsce.
Refleksja 3
ŻYCIE WYSYŁA PODPOWIEDZI
Jeżeli dojrzeliśmy już do zmiany, to kolejnym, naturalnym krokiem w takiej sytuacji byłoby wprowadzenie jej w życie. Ale jak to zwykle bywa, to, że wiemy, że powinniśmy coś zrobić, wcale nie oznacza, że to zrobimy. Tym bardziej że im dłużej tkwimy w jednym miejscu, tym więcej potrzebujemy odwagi, aby ruszyć, Nawet gdy już zdecydujemy się na skok w „nowe„, nie otrzymamy w zamian żadnej gwarancji, ze nam się powiedzie i osiągniemy swój cel.
Opuszczenie tzw. bezpiecznej przystani, jaką jest obecna praca lub miejsce, w którym przebywamy, wcale nie musi oznaczać (chociaż oczywiście może być inaczej), że Zycie, rzuci się nam do stóp i od tej pory będzie nam zsyłać same pozytywne sytuacje i ludzi, mówiąc: „No stary, nareszcie to zrobiłeś. Teraz będzie już tylko cud, miód i orzeszki. Usiądź sobie wygodnie, weź popcorn, a ja zrobię za Ciebie całą resztę. Podjęcie decyzji, to zaledwie początek.
Kiedyś bezgranicznie wierzyłem, że jeżeli zdecyduje się na zmianę swojego życia, wszystko się jakoś samo ułoży. Na wybranej/wyczekanej i wytęsknionej drodze nie miały prawa pojawiać się przeszkody, bo świat mi przecież sprzyjał i usuwał je z drogi. Sprzymierzeniec nigdy, nie rzuca nam kłód pod nogi, tylko nas wspiera – brzmiała moja dewiza. To przekonanie tak mocno tkwiło we mnie, że gdy tylko na mojej drodze pojawiał się opór materii, czyli coś mimo wielokrotnych prób, „zwyczajnie mi nie szło„ to często odczytywałem to to jako ostrzeżenie, myśląc „Ocho, Zycie próbuje mnie przed czymś ustrzec„(co też oczywiście może być prawdą) Wtedy, zwykle wycofywałem się że swojego pomysłu i szukałem kolejnej ścieżki, potem kolejnej, a potem jeszcze innej. Patrzyłem na to zero – jedynkowo. Idzie mi gładko? – zmierzam w dobrym kierunku. Pojawiają się opór materii – ta droga nie jest dla mnie.
Dopiero po kilku latach zrozumiałem, że przeszkoda na mojej drodze, wcale nie musi być znakiem od życia, aby mnie od czegoś odwieźć, może być też komunikatem. w stylu:. Słuchaj, kierunek jest dobry, tylko sprawdźmy, czy jesteś już gotowy, aby pójść dalej. Jeżeli więcej jest zmęczenia, niż frajdy w tym, co robisz, może warto zatrzymać się na chwilę. Może musisz nabrać więcej doświadczenia, może masz się czegoś jeszcze nauczyć, a może potrzeba więcej czasu, aby świat przygotował dla Ciebie miejsce? To nie musi zaraz oznaczać rezygnacji. Jeżeli jednak uparcie będziesz pchał się na siłę do przodu, spalisz się, nie osiągając celu swojej podróży.
To trochę tak, jak z maratonem lub wspinaczką pod górę. Nie liczy się tylko szybkość, ile mądre zarządzanie własnymi siłami. Osiąganie celów nie musi być sprintem. Tutaj ważny jest timing, czyli zgranie Twojej gotowości/dojrzałości z sytuacją, którą zsyła Ci los. Być może przy podejmowaniu decyzji nigdy nie jest za późno, za to często bywa za wcześnie, a świat nie stawia nam przeszkód, tylko stwarza możliwości.
I jeszcze na koniec, chcę to wyraźnie podkreślić, gdy wyruszasz w swoją drogę, nie zapomnij, zabrać ze sobą najważniejszego towarzysza podróży.
Swojej radości.
Bo, nawet gdyby Twoja droga, finalnie stała się dla Ciebie czymś innym, niż oczekiwałeś, to przynajmniej, kroczyłeś po niej z radością.
A o to przecież, chodzi w życiu.
Posłuchaj w podkaście:

