Koty, Krasnojarsk, kleszcze i bla bla car

UWAGA!
Niech Cię nie zmyli wzmianka o klotach :) bo to dalej opowieść o mojej wyprawie na Syberię.
Zapraszam :)

Koty bywają fascynujące. Ten, który pojawił się w moim domu był znajdą. Gdy mieszkałem w bloku, kot bał się wychodzić na dwór. Stojąc na ziemi, trząsł się jak galareta. Gdy zamieszkałem na wsi, mój miejski kot zmienił upodobania. Wróciły kocie instynkty. Rzadko bywał w domu. Właził na drzewa, chodził po polach, polował. To było niesamowite obserwować jak się zmieniał. Warunki w których się znalazł, spowodowały, że musiał szybko dojrzeć, aby poradzić sobie ze wszystkim, co go otaczało. Łącznie z psami. Dużo większymi od niego. I dawał sobie radę!

Czy koty Saszy, które znajdują się w jego mieszkaniu dałyby sobie radę z psami, nie wiem. Wiem natomiast, że w życiu nie widziałem, żeby ktoś darzył takim uczuciem zwierzęta. O ile mnie pamięć nie myli, kotów jest chyba siedem. W każdym pomieszczeniu przebywa jeden a w pokoju, w którym ja nocuję są nawet dwa. Koty i my, siedzimy w domu. Czekamy na właściwą pogodę, aby wyjść w teren. Trasę, prowiant i to co niezbędne do wyprawy przygotowuje Sasza. Kierunek naszej wyprawy to republika Chakasji. Nasz punkt startowy znajduje się ponad 500 km na południe od Krasnojarska. Zanim wyruszymy na południe, mam okazje zobaczyć miasto.

Krasnojarsk

Miasto jest duże. Z ogromną rzeką, która dzieli miasto na pół. To Jenisej, który jest jedną z największych rzek Azji. Obok rzeki jest bulwar, park itd. A na bulwarze odnajduję ławkę. Ławkę ładowarkę! :) Z gniazdami usb.

Obok fajnego centrum z ciekawą zabudową i pozostałościami drewnianych budynków, które niestety niszczeją, dużo budynków zbudowanych jest i wykończonych zupełnie bez pomysłu.

Sklepy są bardzo dobrze zaopatrzone. Bardzo dobre wędliny i do tego mega tanio. Np. wędlina podobna do naszej polędwicy sopockiej kosztuje tutaj ok. 12 zł za kg. Poza tym widzę m.in jabłka (nie wiem skąd, tym bardziej że wtedy było już embargo na owoce)) i wszystko, czego tylko dusza zapragnie. I do tego prawie wszędzie można płacić kartą. Napotykam też na takie cuda jak nalewaki do piwa. Możesz samodzielnie nalać sobie wybrane piwo do butelki. Widziałem też śmietanę, którą sobie można wlać do kubeczków. A to wszystko jest dostępne w ogromnych marketach spożywczych.

 

W całym mieście jest dużo rzeźb. Oprócz Lenina (a jakże!) można zobaczyć też takie, które podobno przynoszą szczęście. Wystarczy potrzeć nos figurze na pomniku. W Krasnojarsku odnajduję również sporo muzeów i teatrów, do których stoją (co mnie zdumiewa) kolejki młodych ludzi.

W bramach i na murach spotykam prawdziwy street art. Trochę murali jest rewolucyjnych, trochę o wojnie ojczyźnianej.

Do wyboru, do koloru i do czytania!

To, co mnie zdumiewa w tym mieście, to fakt, że jakoś nie widzę ludzi pijących publicznie alkohol. Raz całkiem przypadkiem jestem świadkiem, jak grupa młodzieży raczyła się jakimś winem. Jednak po chwili przyjeżdża suka i pakują wszystkich do środka. Dzieje się to dość szybko i bez ceregieli. Nie ma tutaj znaczenia wiek ani płeć.  Z tego, co słyszałem od Saszy ludzie trzymają się dość daleko od polityki. Za pomoc  humanitarną np. dla Czeczenów można trafić do więzienia.

Kleszcze

Słyszałem o nich już przed wyjazdem, dlatego też przezornie zaszczepiłem się w Polsce. Podobno w miejscach, przez które będziemy się przemieszczać jest ich całe mnóstwo. Sasza sugeruje kupno odpowiedniego ubrania, które ma nas zabezpieczyć przed kleszczami. Więc spędzamy pół dnia w sklepach, dopasowując ciut małe lub ciut za duże komplety ubrań. Wyglądamy w nich jak połączenie żołnierza specnazu z rybakiem :) Jesteśmy tak zamaskowani, że nie ma siły, aby kleszcze nas dojrzały. Na dokładkę kupuję sobie jakieś chińskie adidasy na wspinaczkę po górach. Z tego wszystkiego tylko obuwie okaże się strzałem w dziesiątkę!

Bla bla car

Bla bla na Syberii naprawdę działa! Część drogi do naszego punktu startowego chcemy pokonać bla bla carem. Odległości pomiędzy miejscowościami są tu olbrzymie. A poruszanie bla bla carem – mega tanie! Dla przykładu: pokonanie ponad 1000 km kosztuje tylko 79 zł. Tutaj pojęcie dzień drogi zyskuje sens. Operowanie kilometrami nie ma tu większego znaczenia. Wyjeżdżając w tak długą trasę ciężko pokonać ją bez odpoczynku. Dlatego łatwiej opisać odległość przy pomocy czasu niż kilometrów.

Nadchodzi 18 kwietnia. Dzisiaj ruszamy w podróż. Jesteśmy spakowani i gotowi. Czuć jakąś ekscytację wyprawą. Przed wyjazdem odwiedzamy jeszcze tutejsze centrum handlowe (w ramach bezpłatnego wc), w którym się gubię. Wiem, że Bla bla car już czeka i wiem, że nie mam numeru telefonu do Saszy. Gdy po dobrej chwili odnajduję naszego bla bla cara a przy nim mojego kompana podróży z miną nie do podróży już wiem, że to będzie ciekawa podróż :) Jedziemy w kilka osób. Po drodze krótki postój w przydrożnym barze. Jest tanio i nawet smacznie. Wracamy do samochodu. Nastrój się zmienia. Robi się jakoś poważnie. Sasza jest skupiony i małomówny.

 

Po kilku godzinach jazdy wysiadamy na jakimś pustkowiu. Od teraz jesteśmy zdani już tylko na siebie, mapy i chiński kompas.

Czytaj dalej

 

 

 

Nie przegap! Zapisz się do newslettera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Ta strona korzysta z plików cookie. Przeglądając tę stronę, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookie.