Całe nasze życie, przypomina pobyt w wielkim gabinecie luster. Przeglądamy się sami sobie, w odbiciu innych osób lub sytuacji, które nas spotykają. Niektóre z nich, regularnie stają nam na drodze, inne nigdy się na niej nie znajdą. W niektórych dostrzeżemy maleńki skrawek siebie, w innych większy fragment. Czasem zdarza się, że stajemy przed krzywym zwierciadłem, wmawiając sobie, że to, co widzimy, jest naszym prawdziwym obrazem.
Cokolwiek nas spotka, nie ujrzymy całości obrazu, w jednym odbiciu i przy jednym spotkaniu.
Jesteśmy jak ślepcy w otchłań życia, składający swój obraz z maleńkich drobin, niczym z puzzli, żeby zobaczyć swoje prawdziwe oblicze i odkryć cel naszego życia.
Rodzimy się obdarzeni w cechy dary, talenty, które mają nam pomóc odnaleźć nasze miejsce na ziemi.
Nawet gdy w końcu, zdamy sobie sprawę z ich obecności, to dalej na Boga nie wiemy, do czego mamy ich użyć.
To tak jakbyśmy posiadali w sobie wszystkie przymioty do bycia np. Magiem, Królem lub Rycerzem, nie wiedząc, że ostatecznie, mamy się stać, którąś z tych postaci. Stwórca wymazał z nas tę wiedzę, abyśmy samodzielnie mogli to odkryć we wszystkich odbiciach, które spotykają nas w życiu.
W tej podróży wypełnionej lustrami, naszym sprzymierzeńcem może okazać się, tak znienawidzony przez nas upływ czasu. Ale tylko on może sprawić, że to, co z początku było dla nas niewidoczne, z czasem nabierze wyrazistości. Jeżeli oczywiście będziemy chcieli to zobaczyć.
A gdy w końcu, złożymy obraz w całość, pozostanie nam już tylko odnaleźć w sobie odwagę, by zrealizować to, do czego zostaliśmy powołani, w tym JEDNYM z miliardów wcieleń.
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)

Good post!