Moskwa po raz drugi

Po powrocie z Chakasji do Krasnojarska myślami jestem zupełnie gdzie indziej. Na miejscu zwiedzam jeszcze muzeum w Krasnojarsku, gdzie zobaczę mumię mamuta i mnóstwo zwierząt. Wszystko wysuszone i wypchane. Odpycha mnie jednak oglądanie tych eksponatów.

Mój wzrok przyciąga za to bogato zdobiona książka. To chyba biblia. Przypominam sobie, że podobną księgę miał mój dziadek, który mieszkał na Mazurach. Trzymałem ją kiedyś w ręku. Była oprawiona w skórę i zapinana na klamerki. Podobno kiedyś przyjechał do niego jakiś Niemiec, który chciał ja odkupić oferując dwa samochody. Dziadek się nie zgodził. To była dla niego świętość. Co się z nią stało, nie wiem.

Zostaję jeszcze kilka dni w Krasnojarsku. W międzyczasie wpada mi do głowy szalony pomysł, aby umówić się na spotkanie z Walerią (dziewczyną, którą poznałem w Moskwie). Jestem nawet gotów przebukować bilet powrotny z Krasnojarska do Moskwy, aby móc spotkać się z nią gdy będzie wracała z Cypru. I tak też robię. A właściwie probuję, bo skutkuje to utratą biletu i brakiem możliwości zmiany terminu. Zostaję więc bez biletu.
Hahaha :)

Zaskakuję sam siebie. Co mi strzeliło do głowy, aby wbrew zdrowemu rozsądkowi umawiać się z dziewczyną, z którą spędziłem tylko pół dnia i wiedząc, że i tak nic z tego nie będzie, bo dzieli nas: 20 lat różnicy, odległość (Warszawa – Sachalin), bariera językowa. Do dzisiaj nie odpowiedziałem sobie na to pytanie :) Do spotkania ostatecznie nie dochodzi a ja kupuje nowy bilet. Czy był to poryw serca, czy przejaw głupoty? Nieważne! Ani przez chwilę nie żałuję swojej decyzji.

Opuszczam Krasnojarsk. Sasza odwozi mnie na lotnisko. Żegnamy się. W budynku dostrzegam zdjęcia reklamujące Syberię. Widzę, jak wiele mnie ominęło.

Ląduje w Moskwie. Mam mnóstwo czasu i plecak, który mi ciąży. Jeszcze nie wiem, że nieświadomie wypowiedziałem swoje życzenie.

Z lotniska udaje się do centrum. Moskiewskie metro przysporzy mi mnóstwo nieoczekiwanych zwrotów akcji a właściwie zwrotów kierunku. Tego tez jeszcze nie wiem.

Moskwa kipi bogactwem galerii handlowych. Dawno nie widziałem takiego przepychu. Po zwiedzeniu centrum,  galerii handlowej i zrobieniu podstawowych zakupów spożywczych (słodycze, a jakże!) próbuję zaplanować swój powrót do Warszawy. Wpadam na pomysł, że mógłbym wracać bla bla carem. Bo tanio, w miarę wygodnie, no i przy okazji podszkolę swój język. Do dzieła zatem!

Wchodzę na bla bla cara, rezerwuje i już zmierzam na miejsce odbioru. Oczywiście metro, oczywiście gubię się na którejś ze stacji, by po jakiejś godzinie dojechać do miejsce odbioru. Dzwonię. Nikt nie odbiera. Ponawiam próbę. To samo. Trudno. Szukam następnego bla bla cara. Jest! Tym razem na południu. A więc znowu metro itd.
Historia się powtarza. Tego dnia odbędę jeszcze dwie takie próby a metrze spędzę jakieś 5h. Pod koniec, mogę powiedzieć, że już wiem jak się w nim poruszać :)

Plan moskiewskiego metra. Na zdjęciu wszystko wygląda nieskomplikowanie.

Modyfikuje swój plan, rezygnuje z bla bla cara. Postanawiam poszukać autobusu. Bilet kupuję on line. Dojeżdżam do dworca w pełnym rynsztunku. Na miejscu okazuje się, że autobus owszem pojedzie, ale przez Białoruś i beze mnie, ponieważ nie mam wizy tranzytowej przez ten kraj.

Czuje się dziwnie. Tak jakbym nie mógł opuścić Moskwy. Z całego dnia na „ogarniecie” powrotu, zrobiło się nagle pół dnia. Myślę intensywnie. A może pociąg? Jadę na dworzec kolejowy. Jest jakiś pociąg, ale na Ukrainę do kijowa. Muszę coś zdecydować, bo wizę mam już tylko na jeden dzień Może to jest jakiś pomysł? Z Kijowa jest  przecież bliżej do Polski. Bilet można nabyć w biletomacie. Urządzenie okazuje się zbyt skomplikowane co sprawia, że ostatnie wolne miejsce w pociągu ucieka mi sprzed nosa.

Ściemnia się. Wychodzę na zewnątrz. Rzecz najważniejsza to podładować smartfon. Potem będę myślał co dalej. Okazuje się, ze na wiatach autobusowych są wejścia usb. Słodki jezuuuu! Oprócz gniazdek są także stali bywalcy, czyli takie moskiewskie „żuliki”. Czuje się jednak w ich towarzystwie bardzo bezpiecznie. Może dlatego, że tez mam na sobie tatuaże? :)

Na nocleg wybieram dworzec. Jest ogromny z pięknymi salami.

Sklepiki powoli się zamykają a budynek pustoszeje  Niestety nie będzie mi dane w spokoju posiedzieć, bo ochrona przegania nas z miejsca na miejsce. Po kilku godzinach nastaje cisza i spokój.
Czuję jak ogarnia mnie zmęczenie.
Jutrzejszy dzień spełni jedno moje nieświadomie wypowiedziane życzenie.

Czytaj dalej

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Nie przegap! Zapisz się do newslettera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Ta strona korzysta z plików cookie. Przeglądając tę stronę, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookie.