Moskwa
Sen w autobusie przerywa uczucie zimna. Przypominam sobie, jak obsługa rozdawała chętnym koce. Wtedy jeszcze nie wiedziałem po co, teraz już wiem. Okrywam się kurtką, to powinno pomóc. W mojej głowie pojawia się myśl, że najgorsze zimno dopiero przede mną. Jednak zanim wylecę na Syberię, czeka mnie cały dzień w Moskwie. Zaczynam go od korekty czasu.
Ta podróż nauczy mnie ciągłego sprawdzania, czy mój zegarek jest kompatybilny z miejscowym czasem.
Pierwsze boje z biletomatami i odnalezieniem metra. Bo gdzie właściwie jest to metro? A gdzie jest centrum? Jestem jak dziecko we mgle. Trzeba przełamać opory, tylko pytać, pytać i jeszcze raz pytać. Na początku jestem ogromnie stremowany, bo przecież: „ mój rosyjski„, bo przecież „mój akcent” ale po kilkunastu próbach mam to gdzieś, ważne jest już tylko to, żeby mówić, Przypominam sobie, że w Polsce pytany przez kogoś o drogę wstydziłem się odezwać, wiedząc ze, mój angielski jest kiepski, wiec najczęściej mówiłem „ Aj dont nol „ Teraz doświadczam tego, że jakakolwiek próba pomocy dla obcego w mieście jest bezcenna.
Czas na zakup karty sim i dobrodziejstwa, jakie z sobą niesie jej posiadanie. Internecie, tak się stęskniłem za Tobą :) Widzę już sklep, kupuje kartę sim sugerując się podpowiedzimi sprzedawcy. Karta już w telefonie, wszystko działa. Telefon złapał zasięg, sprzęt się zlokalizował. Ale nie ja. Ja ciągle nie wiem gdzie dokładnie jestem.
– A gdzie jest Plac Czerwony? – pytam w ufności swej przemiłego sprzedawcy licząc, że podpowie, wskaże drogę a może nawet złapie za rękę i podprowadzi.
– U Tiebia w telefonie jest internet? – pada pytanie
– No jest -: odpowiadam zaskoczony .
– Jesli jest Ty moziesz najti gugle mapa – słyszysz w odpowiedzi.
Wyraz niedowierzania długo jeszcze gości na mojej polskiej twarzy, jak bystry jest naród rosyjski. :)
Metro
Widok mojej osoby z wielkim plecakiem i podręczną torbą wzbudza podejrzenie moskiewskiej policji i od tego czasu jestem już regularnie sprawdzany na każdej stacji.
Metro jest ogromne, natomiast największe wrażenie na mnie robi to, jak głęboko jest one schowane pod ziemią. Tak głęboko, że gubię zasięg internetu. Przezornie robię zdjęcie mapy metra. I to jest bardzo dobry pomysł. Wjazd na stacje metra ruchomymi schodami trwa prawie 3 min. I wcale nie było wolno.

Szukając Placu czerwonego, trafiam na stragany, budki z pamiątkami i scenę. Okazuje się, że wylądowałem w Moskwie w okresie świąt wielkanocnych. Miasto się stroi, miasto się bawi. Najciekawsze jest to, ze wszędzie gdzie się pojawiam, czuję się bezpiecznie. Ludzie pomagają mi tłumacząc drogę, na festynie jestem zaproszony do stolika. Na wiadomość, że przyjechałem z Polski Rosjanie reagują bardzo przyjaźnie. Po drodze na Plac Czerwony zobaczę jeszcze ubera…
i odwiedzę najdroższą toaletę w swoim życiu. Myślałem, że jest zwykła, a to była historyczna :)
Plac czerwony.
Plac jak plac. Fakt myślałem, że jest dużo większy. Jest Lenin, jest cerkiew. A jak już się skończył, okazało się, że niechcący wlazłem na plan filmowy, na którym ekipa robiła zimową scenerię oblężenia pod murami Kremla.

Po godzinie mam już dosyć łażenia po placu czerwonym. Szukam miejsca, gdzie mogę usiąść i moim oczom ukazuje się park z różowymi drzewami :)

Pokusa
I kiedy tak siedzę i zastanawiam się jak spędzić czas do odlotu samolotu, słyszę za swoimi plecami pytanie o zrobienie zdjęcia. Zgadzam się bez wahania i spędzam wspaniałe 5 godzin w towarzystwie przesympatycznej Walierii z Sachalina. Życie jest pełne niespodzianek!
To jedna z pierwszych chwil, w której cieszę się, że odważyłem się na podróż. To niesamowite jak w jednej chwili wszystko nabiera innych kolorów :) Nigdy nie przypuszczałem, że będę siedział pod drzewem w Moskwie i prowadził dyskusje w języku Puszkina z panią psycholog z Sachalina! :)

A może, by tak zostać w tej Moskwie? Może ja wcale nie chcę na Syberię? – pojawiają się myśli w mojej głowie. Ta pokusa jest silna. Nagle zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo uczucie samotności jest obecne w mojej podróży. Najchętniej bym został pod tym drzewem. Ale wiem, że ta niespełniona tęsknota za przygodą wróci i nie da mi spokoju, aż się nią całkowicie nie wypełnię.
Już wkrótce okaże się, że to spotkanie trochę zamiesza w mojej podróży.
I na deser, ja w ruchu :)
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)


