Poniżej znajdziesz, przykładowe intencje do wykorzystania. Jeżeli potrzebujesz porady lub mojego wsparcia w wysłaniu intencji, napisz do mnie. Więcej informacji, a także, historie uzdrowień osób, które korzystają z Reiki, znajdziesz poniżej.
Niesamowite doświadczenie uzdrowienia
Reiki to metoda uzdrawiania energią, ponownie odkryta przez Mikao Usui w XIX wieku. Ja odkryłem ją 11.11.2006 — to dzień, który w cudowny sposób zmienił moje życie na TAK wielu poziomach. Mógłbym godzinami opowiadać o korzyściach płynących z Reiki, ale to nie jest poradnik Reiki. To świadectwo sesji Reiki, która do dziś pozostaje ze mną tak wyraźnie, jakby wydarzyła się wczoraj. Podczas jednej z sesji przeżyłem potężne doświadczenie jasnowidzenia, które przyniosło mojej klientce głęboki spokój i uzdrowienie oraz stworzyło między nami niezaprzeczalne połączenie psychiczne.
Znajomy poprosił mnie, abym odwiedził kobietę o imieniu „Louise”. Od wielu lat była bardzo chora. Nie przekazał mi żadnych szczegółów — wolę nic nie wiedzieć przed sesją Reiki. Jedno wiem na pewno: to nie ja uzdrawiam. Stoję jedynie jako kanał, przez który przepływa energia do klienta, a Niebo zajmuje się resztą zgodnie z jego najwyższym dobrem. Proszę Niebo o obecność jedynie jako wsparcie w umożliwieniu klientowi samouzdrawiania. Zawsze czułem, że mogę wszystko, gdy współpracuję z kimś innym — przyjacielem, współpracownikiem, a teraz także z Niebem.
Rankiem przed sesją Reiki z Louise wszedłem w cichą medytację i skupiłem się na niej. Prosiłem o pomoc i wsparcie, wiedząc, że od dawna bardzo cierpiała. Nagle poczułem impuls, by sięgnąć po wahadełko i księgę wykresów. Oczyściłem się energetycznie i zapytałem Niebo, co powinienem wiedzieć o Louise przed sesją. Otrzymałem informację, że ma pięć dysharmonijnych energii.
(Każda myśl tworzy formę, która staje się częścią zbiorowej świadomości. Może ona trwać krótko lub długo — w zależności od ilości energii, która ją zasila. To właśnie takie dysharmonijne formy myślowe mogą powodować blokady, prowadzące do chorób i konfliktów w życiu.)
Dowiedziałem się, że zmaga się z: nienawiścią, poczuciem winy, gniewem, zwątpieniem oraz niechęcią do mężczyzn. Cztery pierwsze — jak podpowiadał mój wewnętrzny sceptyk — mogłyby dotyczyć niemal każdego z nas w trudnym okresie. Ostatnia była jednak bardzo specyficzna dla niej.
W drodze do Louise rozmawiałem z Niebem przez całą drogę. Gdy podjechałem pod jej dom, poczułem wokół siebie wiele duchowych energii, niczym ciepły koc. Zamknąłem oczy i duchowo „zebrałem się” z moją anielską drużyną — jak drużyna futbolowa przed meczem — kładąc energetycznie dłonie razem: „raz, dwa, trzy — start!” Oczyściłem energetycznie pokój i przygotowałem muzykę oraz stół do zabiegu. W tym czasie Louise opowiadała o swoich dolegliwościach. Rok wcześniej niemal umarła i od tamtej pory przyjmowała 10 silnych, ratujących życie leków.
Położyła się i zaczęła się relaksować. Muzyka była kojąca, a my powoli wchodziliśmy w spokojny, godzinny stan Reiki. Zawsze proszę Chrystusa, aby był obecny podczas moich sesji — wierzę, że był największym uzdrowicielem, jaki kiedykolwiek chodził po Ziemi. Wzywam także aniołów: Archanioła Rafała z jego zastępem uzdrawiającym oraz Archanioła Michała dla ochrony.
Z zamkniętymi oczami „widziałem” pokój tak, jakby były otwarte. Pomieszczenie jaśniało, a ja widziałem je wypełnione istotami anielskimi. To było jedno z pierwszych tak wyraźnych doświadczeń — i znów mój sceptyczny umysł próbował to zracjonalizować jako wyobraźnię. Jednak czułem, że to coś więcej. Czułem to w powietrzu.
Rozpocząłem pracę od jej głowy. Tak wyraźnie, jak widziałem anioły, ujrzałem Chrystusa stojącego po drugiej stronie stołu, z dłońmi nad jej stopami i kostkami. Światło było najjaśniejsze, najczystsze i najbardziej pokojowe, jakie kiedykolwiek widziałem. Dreszcze przechodziły mnie od stóp do głowy przez cały czas.
Podczas sesji, nadal z zamkniętymi oczami, widziałem jej ciało. Jak wirujące kolumny kurzu unoszące się na pustyni w upalny dzień — tak widziałem czarne wiry wychodzące z jej ciała w sześciu lub siedmiu miejscach. Byłem ZACHWYCONY. Pomyślałem:
„WOW! Reiki naprawdę działa! To faktycznie oczyszcza negatywną energię! To niesamowite, że mogę to WIDZIEĆ!”
Byłem w euforii! Mój wewnętrzny sceptyk przewracał oczami, ale w sercu wiedziałem swoje.
Po sesji Louise leżała jeszcze chwilę. Była miękka, spokojna, jakby odmieniona. Pomogłem jej powoli usiąść. Patrzyła w podłogę, jakby była oszołomiona, i powiedziała:
„Nigdy nie wiedziałam… nigdy nie wiedziałam, że można poczuć taki SPOKÓJ.”
Wyciągnęła ręce do uścisku, więc przytuliłem ją mocno. Wyszeptała mi do ucha:
„Widziałam Jezusa przy moich stopach, a potem czarne tornada wychodzące z mojego ciała.”
Moje kolana niemal się ugięły — byłem wstrząśnięty i zachwycony jednocześnie. Nie okazałem tego na zewnątrz, by jej nie przestraszyć. Ale gdy wsiadłem do samochodu, zamknąłem drzwi i… rozpłakałem się jak dziecko. Byłem przepełniony wdzięcznością i duchowym zachwytem — przez pięć minut nie byłem w stanie nawet uruchomić silnika.
Ta zdolność do uzdrawiania jest PRAWDZIWA. Jest częścią każdego z nas. Nie ma żadnego powodu, byśmy nie dbali o siebie w ten sposób. Doświadczenia i wyzwania w naszym życiu są lekcjami dla wzrostu duszy — nawet jeśli trudno to zaakceptować. Każde przeżycie, dobre czy trudne, jest ważne.
Reiki to narzędzie dostępne dla nas wszystkich — może leczyć stare rany przeszłości i oczyszczać ból oraz negatywność, które nosimy w teraźniejszości. Moje serce i modlitwy są z Louise i wszystkimi „Louise” na świecie. Niech ich aniołowie i przewodnicy prowadzą ich ku pokojowi — jakimikolwiek drogami będzie to możliwe.
Dla mnie tą drogą są Niebo i Reiki.
Autor:
Jeffrey Peck
Reiki uzdrawia złamaną rękę
Mam na imię Mary i jestem masażystką. Jedna z recepcjonistek miała wypadek samochodowy i złamała rękę. Nie mogła pozwolić sobie nawet na tydzień bez opieki nad swoim małym synkiem — myślę, że to był dla niej jeden z największych problemów. Poprosiła mnie (a właściwie błagała), abym popracowała nad jej ręką, skarżąc się na ból dłoni. Powiedziałam jej, żeby trzymała rękę na wysokości serca.
Słyszała jednak o moich studiach Reiki i o tym, że Reiki znane jest z tego, że pomaga w leczeniu złamanych kości. Usiadłam więc na końcu biurka, przy którym siedziała. Trzymałam jej rękę w miejscu złamania (około 15–30 minut). Opowiadała mi, że czuła to tak, jakby wewnątrz ktoś pocierał kość papierem ściernym albo pilnikiem do paznokci.
Tego samego wieczoru trafiła na pogotowie z powodu ataku lęku. Zadzwoniła do mnie, żebym ją odebrała. Kiedy wsiadła do mojego samochodu, powiedziała mi, co wykazało zdjęcie rentgenowskie — zamiast złamania stwierdzono jedynie stłuczenie ręki. Nie mogłam w to uwierzyć, zwłaszcza że zostałam dostrojona do Reiki zaledwie sześć miesięcy wcześniej. Byłam w szoku i miałam takie dziwne, niemal niesamowite uczucie. Pokazała mi dokumentację — mówiła prawdę. To było bardzo „dziwne” uczucie uzdrowić złamaną kość.
Kiedy ludzie zaczęli szukać masażysty dostrojonego do Reiki, opowiadała im, jak naprawiłam jej rękę. Teraz mam o wiele więcej osób przychodzących do mnie na Reiki. Ci, którzy wcześniej nie wiedzieli, że pracuję z energią, przychodzą do mnie z problemami z dyskami kręgosłupa — niektórzy mówią, że problem znika tak, jakby nigdy wcześniej go nie mieli.
Reiki jest numerem jeden w mojej książce! Cieszę się, że zostałam dostrojona!
Dziękuję, że mogłam opowiedzieć o moim niesamowitym doświadczeniu.
Autor: Mary
Reiki i wrzodziejące zapalenie jelita grubego
Jestem w remisji wrzodziejącego zapalenia jelita grubego od trzech pięknych miesięcy! Wypowiadanie tych słów na głos wciąż mnie zaskakuje, ponieważ choroba rozpoczęła się w 1998 roku. Nigdy nie przypuszczałam, że Reiki może poprawić i ustabilizować mój stan zdrowia.
Poszukiwania informacji na temat wrzodziejącego zapalenia jelita grubego zaprowadziły mnie do wielu artykułów i książek z sugestiami, jak kontrolować ból brzucha, krwawienie, wzdęcia, gazy, biegunkę, nudności oraz zmęczenie — jednak mimo stosowania się do tych zaleceń mój stan zdrowia nigdy się nie poprawił.
Podczas wizyty u chiropraktyka przeczytałam artykuł w magazynie Reiki News. Historia, którą tam opisano, poruszyła mnie emocjonalnie i pomyślałam wtedy: „Jak cudownie byłoby doświadczyć uzdrowienia mojego własnego stanu zdrowia, podobnie jak kobieta z tego artykułu.” Postanowiłam umówić się na moją pierwszą sesję Reiki we wrześniu 2008 roku. Moja podróż ku opanowaniu choroby właśnie się rozpoczynała.
Moje oczekiwania były nieograniczone, gdy wchodziłam do gabinetu praktyka Reiki na sesję. Emocjonalne uwolnienie, którego doświadczyłam podczas i po Reiki, było nie do opisania. Reiki obudziło moje wewnętrzne „ja”. Zajrzałam głęboko w siebie i zaczęłam zadawać pytania, które dręczyły mnie przez wiele lat:
Dlaczego jestem smutna?
Dlaczego obwiniam innych za sytuacje z przeszłości?
Dlaczego nie potrafię stanąć w swojej obronie i podjąć kroków potrzebnych do realizacji moich celów lub misji duszy?
Zrozumiałam, że brak współczucia ze strony mojej rodziny od dzieciństwa nauczył mnie cierpliwości i troski o innych. Nie miałam możliwości rozwijać edukacji tak, jak tego pragnęłam, a w młodym wieku musiałam pracować, aby móc kupić sobie ubrania i pomagać w opłacaniu czynszu w domu. Te doświadczenia dały mi siłę do stawiania czoła życiowym wyzwaniom.
Kontynuując sesje Reiki, moja terapeutka nauczyła mnie uziemiania się, medytacji oraz ochrony przed ludźmi, którzy stale kierowali w moją stronę swoją nieprzyjemną energię. Moimi intencjami stało się regularne ćwiczenie, zdrowsze odżywianie oraz pozytywne podejście do codziennych wyzwań.
Mój mąż i dzieci zauważyli, że stałam się szczęśliwsza. Miałam więcej energii, wzrosła moja motywacja i pewność siebie, a nawroty choroby stawały się coraz rzadsze. Regularnie biegałam, uczęszczałam na zajęcia jogi i stosowałam zdrową dietę, rezygnując z wieprzowiny, wołowiny oraz słodyczy — z własnego wyboru.
Moim kolejnym celem było pogłębianie wiedzy o Reiki. Chciałam nauczyć się samouzdrawiania oraz pomagania innym. Sześć miesięcy po pierwszej sesji ukończyłam Reiki I. Nauczyłam się również korzystać z kryształów podczas medytacji — zarówno w trakcie sesji z terapeutą, jak i podczas samoleczenia. Okresy remisji wydłużyły się do trzech–sześciu miesięcy, a dawki przyjmowanych leków w tym czasie stały się minimalne.
W pierwszym kwartale 2010 roku ukończyłam Reiki II oraz Reiki ART. Regularnie praktykowałam samouzdrawianie i zaczęłam dawać Reiki mojemu mężowi oraz dzieciom w wieku siedmiu i dziewięciu lat.
Dwa lata po rozpoczęciu mojej drogi ukończyłam certyfikację Reiki Master/Teacher. Stopniowo zmniejszałam dawki leków i obecnie nie przyjmuję żadnych. Jestem w remisji wrzodziejącego zapalenia jelita grubego od trzech pięknych miesięcy — i nigdy w życiu nie byłam szczęśliwsza, zdrowsza ani bardziej spokojna.
Praktykuję Reiki na przyjaciołach i członkach rodziny, przygotowując się jednocześnie do rozpoczęcia własnej działalności Reiki oraz pisania książek dla dzieci. Przyjmę wszystko, co przyniesie moja dalsza podróż z Reiki, z otwartymi i pełnymi miłości ramionami — i z radością będę podążać nową ścieżką mojego życia.
Autor: Denise Walker
To cud!
Cześć! Nazywam się Kate Nicolas, mam 18 lat. Chciałabym podzielić się moim pierwszym w życiu doświadczeniem z uzdrawianiem Reiki.
Zmagałam się z wieloma blokadami, lękiem, stresem, brakiem odprężenia, zaburzeniami emocjonalnymi, nadwrażliwością (skłonnością do chorób lub alergii, negatywnych emocji i traum), paranoją dotyczącą chorób oraz wszystkiego złego, co tylko przychodziło mi do głowy. Najbardziej dokuczał mi skurcz oka, aż w końcu dowiedziałam się o Reiki i zaczęłam zgłębiać temat.
Dołączyłam do grupy na Facebooku o nazwie „Reiki Healing” i zobaczyłam post kobiety, która napisała, że wybierze jedną osobę do sesji Reiki na odległość jako świąteczny prezent.
Minęło pięć dni i przypadkiem sprawdziłam skrzynkę z prośbami o wiadomości. Byłam w szoku, gdy zobaczyłam, że zostałam wybrana — zupełnie się tego nie spodziewałam. Powiedziała mi, że jej przewodnicy Reiki zasugerowali, aby wybrała nie jedną, ale dwie osoby. Zaczęłyśmy rozmawiać, zadałam jej kilka pytań o Reiki i zgodziłam się na sesję. Rezultaty były niesamowite!
Po otrzymaniu sesji skurcz oka ustąpił — poczułam się, jakbym wróciła do swojej normalności! Czuję się szczęśliwa i wolna od ciężaru ciemności. Ale to nie wszystko! Doświadczenie było także bardzo kojące — uspokoiło mój umysł, ciało i duszę.
Z mojego punktu widzenia, jeśli chodzi o uzdrawianie Reiki — nie ma rzeczy niemożliwych. I nigdy nie należy lekceważyć mocy Boga — jest On najpotężniejszą istotą we wszechświecie. Niech Bóg błogosławi nas wszystkich.
Autor:
Kate Nicolas
Reiki a udar mózgu
W kwietniu 2005 roku doznałam udaru, który sparaliżował moją lewą stronę ciała. Natychmiast udałam się na oddział ratunkowy i otrzymałam tPA, lek rozpuszczający skrzepy. Następnego dnia moja sąsiadka Sue, Mistrzyni Reiki, przyszła do szpitala i przekazała mi Reiki. Podczas sesji poczułam nagły przypływ energii w całym ciele i po raz pierwszy od 24 godzin poruszyłam palcami lewej ręki — miałam wrażenie, że mózg współpracuje z całym ciałem po raz pierwszy od doby. Sue kontynuowała codzienne sesje Reiki, zarówno w szpitalu, jak i po powrocie do domu. Uważam, że było to niezwykle korzystne i w połączeniu z rehabilitacją pozwoliło mojemu ciału niemal całkowicie wrócić do normy.
W sierpniu 2005 roku doznałam kolejnego udaru, ponownie obejmującego lewą stronę ciała i głos. Ponownie otrzymałam tPA, a Sue codziennie przychodziła do szpitala, aby dawać mi Reiki. Po powrocie do domu kontynuowała sesje, a dzięki rehabilitacji odzyskałam niemal całą sprawność fizyczną lewej strony i mogę znów mówić, choć głos nie ma już tej samej głośności ani brzmienia co wcześniej.
Napisałam kilka listów do administracji szpitala, do osoby odpowiedzialnej za oddział udarowy oraz do programu wolontariatu. Szpital korzysta z wolontariuszy-Praktyków Reiki w Heart Hospital obok głównego budynku, ale jak dotąd nie stosowano Reiki w oddziale udarowym. Obecnie uczę się Reiki I i Reiki II i planuję zostać wolontariuszką w szpitalu, gdy tylko uzyskam certyfikat. Jestem przekonana, że pacjenci po udarze czerpią ogromne korzyści z Reiki i energii leczniczej, którą ono przekazuje.
Autor:
Jane
Reiki pomagające pacjentom hospicjum
Oferuję Reiki jako wolontariusz w hospicjum. Miałem zaszczyt spotykać się z jedną pacjentką co tydzień przez 18 miesięcy. Cierpiała na niewydolność serca. Podczas naszych sesji relaksowała się i często zasypiała. Po zabiegach dziękowała i mówiła, że czuje się dobrze. Gdy odczuwała ból, ból ustępował. Ostatnim razem, gdy ją widziałem, powiedziała, że mogłaby otrzymywać Reiki przez cały dzień.
Miałem też inną pacjentkę chorującą na raka nerki. Odczuwała ból w biodrze. Spotkałem się z nią tylko dwa razy przed jej odejściem, ale Reiki zrobiło różnicę. Podczas pierwszego spotkania widziałem stres na jej twarzy. Sesja trwała godzinę i pacjentka zasnęła. Po niej była zrelaksowana i mówiła, że odczuwa ulgę w bólu. Przy drugim spotkaniu ból był tak silny, że doprowadzał ją do łez. Ponownie zasnęła w trakcie sesji. Gdy się obudziła, uśmiechała się od ucha do ucha.
To ogromna radość widzieć, jak Reiki przynosi ulgę w stresie i bólu. Dzielenie się Reiki z innymi to niezwykłe doświadczenie. Bycie pozytywną siłą w życiu ludzi jest bardzo satysfakcjonujące.
Autor:
Tohbi Flippin
Reiki wspiera osoby w ostatnich chwilach życia
Do Reiki zostałam poprowadzona w poszukiwaniu zdrowia w walce z fibromialgią. Po dziesięciu latach pogarszającego się stanu zdrowia byłam niemal całkowicie przywiązana do łóżka. Po ukończeniu kursu Reiki i codziennym praktykowaniu autoterapii moje objawy FMS zniknęły. Odzyskanie zdrowia wzbudziło we mnie ogromną pasję do Reiki, dlatego w zeszłym roku, gdy mój ojciec trafił na intensywną terapię z powodu niewydolności serca i rozedmy płuc, zwróciłam się do Reiki, aby mu pomóc.
Mój ojciec złapał przeziębienie, które przekształciło się w zapalenie płuc. Jego oddychanie było tak trudne, że po przybyciu na izbę przyjęć musiał zostać podłączony do respiratora i wprowadzony w farmakologicznie wywołaną śpiączkę. Zostałam powiadomiona o sytuacji i poszłam być przy jego łóżku. Przekazywałam mu Reiki, trzymając go za rękę i kierując energię wzrokiem.
Następnego dnia lekarze wybudzili go ze śpiączki, ponieważ jego oddychanie się poprawiało. Zaledwie 24 godziny później udało mu się zejść z respiratora. Funkcja płuc wynosiła tylko 20%, a serce zostało przesunięte na prawą stronę z powodu dużego lewego płuca. Prawe płuco było zapadnięte u dołu, więc nadal był bardzo chory, a lekarze informowali, że pozostało mu tylko kilka dni życia.
Przez kolejne trzy tygodnie codziennie przekazywałam mu Reiki. Lekarze byli zdumieni jego stanem — zamiast zwykłego pogarszania się, które zazwyczaj obserwują u takich pacjentów, wyglądało na to, że wręcz się poprawia. W dniu jego odejścia pielęgniarka powiedziała mi, że śmiał się i żartował z nią. Potem zamknął oczy, jego tętno spowolniło i zmarł w ciągu dwóch minut. Pielęgniarka stwierdziła, że nigdy nie widziała, aby ktoś odchodził w tak spokojny sposób — mimo ponad 20 lat doświadczenia w opiece paliatywnej.
Wierzę, że Reiki zapewniło mu tę łagodność w przejściu i jestem za to wiecznie wdzięczna.
Autor:
Beverly Nash
Uzdrowiony rak
Nazywam się Sarbjit Bhardwaj i mieszkam w Nowym Delhi w Indiach. We wrześniu 2007 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi i jeszcze w tym samym miesiącu przeszłam operację. Następnie przez kolejne osiem miesięcy poddawano mnie chemioterapii oraz radioterapii. Leczenie zakończyło się w maju 2008 roku, jednak w październiku 2008 roku rak powrócił. Tym razem zaatakował wątrobę i kości.
Lekarze nie dawali mi żadnej nadziei. Powiedziano nam, że istnieje jeszcze inny rodzaj leczenia, który można zastosować, więc ponownie rozpoczęłam chemioterapię. Przez cały listopad i grudzień 2008 roku byłam przykuta do łóżka i nie byłam w stanie usiąść nawet na kilka sekund. Lekarze stracili nadzieję i stwierdzili, że jest to zaawansowane stadium choroby nowotworowej. Jednak przeznaczone było coś innego.
1 stycznia 2009 roku mój mąż przeczytał w gazecie ogłoszenie Fundacji Reiki Healing. Natychmiast zadzwonił do dr. N.K. Sharmy i umówił wizytę jeszcze tego samego dnia. Po spotkaniu z dr. Sharmą odzyskaliśmy nadzieję. Guruji zeskanował moją aurę i rozpoczął uzdrawianie w trybie pilnym. Mój stan zaczął się poprawiać i w ciągu tygodnia mogłam już siadać i chodzić.
Za radą Guruji i Gurumy oboje nauczyliśmy się Reiki 10 i 11 stycznia 2009 roku. Od tego momentu nastąpiła ogromna zmiana w moim stanie zdrowia. Codziennie wykonywałam na sobie Reiki. Widząc poprawę mojego stanu, mój lekarz medycyny alopatycznej zalecił wykonanie badań po trzecim cyklu chemioterapii. Ku zaskoczeniu wszystkich wyniki wszystkich badań były prawidłowe.
Dodatkowo, ponieważ rak zaatakował także szyję, w tym obszarze nie rosły mi włosy. Przekazałam Reiki w to miejsce (tylko jeden raz) i zapomniałam o tym. Po dwóch–trzech dniach zauważyłam, że włosy zaczęły tam odrastać.
Ja i moja rodzina jesteśmy tak wdzięczni Reiki, że nie potrafię wyrazić tego słowami. To cud. Jestem absolutnie pewna, że zostałam uzdrowiona dzięki Reiki.
Guruji i Guruma — SHAT SHAT PRANAM (stokrotne pokłony). Nie tylko pomogli nam pozbyć się wszystkich problemów, ale także otworzyli nam oczy na nowe podejście do życia.
Autor: S.K. Bhardwaj
Jak Reiki uratowało mi życie
Na początku 1994 roku przeszłam operację usunięcia prawego jajnika oraz wyrostka robaczkowego. Przez rok po zabiegu odczuwałam utrzymujący się ból w miejscu po appendektomii. Odwiedziłam wielu lekarzy i przeszłam liczne badania diagnostyczne. Niczego nie wykryto, a ból w końcu ustąpił. Był to jednak pierwszy z wielu stresujących czynników, które przyczyniły się do mojej późniejszej choroby.
Oprócz niewyjaśnionego bólu, w kolejnych miesiącach po operacji zaczęły pojawiać się inne dziwne problemy. Miałam silne ataki lęku, skrajne zmęczenie, uderzenia gorąca, nietolerancję ciepła oraz wypadanie włosów. Zauważyłam, że objawy nasilają się w określonym tygodniu cyklu menstruacyjnego. Wyglądało na to, że mój pozostały jajnik nie funkcjonuje prawidłowo. Wykonałam wiele badań hormonalnych — wszystkie wyniki były prawidłowe. Próbowałam tabletek antykoncepcyjnych, plastrów hormonalnych oraz naturalnego progesteronu. Nic nie pomagało — wręcz przeciwnie, czułam się coraz gorzej. Mój ginekolog był bezradny — wyczerpał wszystkie znane mu możliwości leczenia.
Zmęczenie stało się nie do zniesienia. Medycyna konwencjonalna nie przynosiła efektów, więc spróbowałam alternatywnej drogi. Poszłam do homeopaty, ale moja reakcja na lek homeopatyczny była tak silna, że lekarz uznał, iż mogłam doznać udaru. Przez dwa tygodnie nie mogłam poruszać głową ani rękami. Tak długotrwała reakcja była niezwykle rzadka — znów stałam się medycznym wyjątkiem. Nikt nie potrafił mi pomóc.
Objawy się nasilały. Ataki lęku przerodziły się w pełnoobjawowe załamania nerwowe, a zmęczenie było tak silne, że nie mogłam wstać z łóżka. Stałam się uczulona na większość pokarmów i leków. Poszukiwanie lekarza, który naprawdę by mi pomógł, było frustrujące. Wkrótce zaczęto twierdzić, że wszystko jest „w mojej głowie” i próbowano przepisać mi antydepresanty. W tym czasie reagowałam już gwałtownie na każdy lek — nawet na witaminy zalecane przy zespole przewlekłego zmęczenia.
Pod koniec 1994 roku byłam gotowa odebrać sobie życie. Nawet z pomocą przyjaciół nie byłam w stanie opiekować się rodziną, nie mówiąc już o pracy. Nie potrafiłam nawet zaprowadzić mojej pięcioletniej córki jedną ulicę do szkoły. Mój mąż musiał prowadzić dom i jednocześnie pracować na pełny etat. Wiele razy dzwoniłam do niego, by wrócił z pracy, gdy miałam reakcję na jedzenie lub lekarstwa. Oddałam mu klucze do pistoletu, który trzymaliśmy w domu. W końcu zadzwoniłam do psychologa i poprosiłam o hospitalizację pod obserwacją samobójczą.
Na szczęście trafiłam na wspaniałego terapeutę. Pomógł mi zrozumieć, że mój umysł jest w porządku — to moje ciało było w ruinie. Jego nieustające wsparcie pomogło mi przetrwać jeszcze trudniejsze chwile.
Moje ciało dosłownie gasło. Nie mogłam wstać z łóżka, nie mogłam jeść. Miesięczne załamania nerwowe niszczyły mój układ odpornościowy. Moja wątroba nie funkcjonowała prawidłowo. Silne skurcze mięśni nie pozwalały mi spać. Nie mogłam uzyskać jednoznacznej diagnozy ani znaleźć lekarza, który spojrzałby szerzej niż tylko na standardowe badania krwi. Nieustannie modliłam się o pomoc — aż pewnego dnia ją otrzymałam.
Czasami miałam tylko godzinę siły, by wstać i coś zrobić. Pewnego dnia postanowiłam zrobić to, co kochałam najbardziej — kupić tkaniny. Spotkałam dawno niewidzianą znajomą, która była wstrząśnięta moim wychudzonym wyglądem. Gdy opisywałam swoją chorobę, przysłuchiwała się nam inna kobieta. W końcu powiedziała, że mam zespół przewlekłego zmęczenia, a moja historia brzmi niemal identycznie jak jej. Poleciła mi lekarza z Los Angeles, który jej pomógł.
Natychmiast udałam się do tego lekarza — alergologa i immunologa. Wiedząc, że nie toleruję już leków ani witamin, zalecił mi ścisłą dietę opartą wyłącznie na mięsie i warzywach, aby zwalczyć ogólnoustrojowy przerost drożdżaków, częsty u pacjentów z CFS. Zdiagnozował również wirusa Epstein–Barr oraz fibromialgię — były to pierwsze konkretne diagnozy od ponad roku.
Choć wielu lekarzy bagatelizuje problem przerostu drożdżaków, mogę potwierdzić, że jest to realny i bardzo toksyczny problem, zwłaszcza przy przeciążonym układzie odpornościowym. Zmiana diety zaczęła stopniowo przynosić ulgę w zmęczeniu.
Problem hormonalny jednak pozostał. Dlatego mój nowy lekarz zasugerował, abym spróbowała Reiki.
„Co to jest?” — zapytałam.
Wyjaśnił, że Reiki to metoda uzdrawiania energią i że nie muszę jej rozumieć ani w nią wierzyć, by mogła mi pomóc.
Byłam zdesperowana — spróbowałabym wszystkiego. Dopóki metoda nie była inwazyjna i nie wymagała przyjmowania leków doustnie, byłam gotowa ją wypróbować. Medycyna zachodnia zawiodła mnie, więc zdecydowałam się na Reiki.
Moim praktykiem Reiki była Diane. Co dwa tygodnie ktoś woził mnie do Los Angeles na godzinną sesję. Sesje były niezwykle proste — Diane kładła dłonie na moim ciele, a ja byłam w pełni ubrana. Jej dłonie robiły się bardzo ciepłe. Już po dwóch miesiącach poprawa była wyraźna.
Diane powiedziała mi, że mogę nauczyć się Reiki sama i że praktykowanie nie wyczerpie mojej energii — co było kluczowe, bo niemal jej nie miałam. Ukończyłam kurs poziomu I i praktykowałam codziennie. Dwa miesiące później ukończyłam poziom II. W ciągu sześciu miesięcy moje zmęczenie i problemy hormonalne po prostu łagodnie zniknęły.
Dziś czuję się fantastycznie — prawdopodobnie najlepiej w całym swoim życiu. Oprócz problemów, o których opisałam, uzdrowiłam także wieloletnie dolegliwości: egzemę, hipoglikemię oraz bóle pleców. Ukończyłam wszystkie poziomy Reiki i mogę uczyć innych. Codziennie praktykuję Reiki na sobie.
Do wszystkich osób cierpiących na choroby uznawane za „nieuleczalne” mówię:
„Nie poddawajcie się — nigdy się nie poddawajcie!”
Istnieje droga do zdrowia. Nasz kochający Bóg pragnie, abyśmy żyli w miłości i dobrostanie. Modlę się, abyście zostali poprowadzeni ku zdrowiu — tak jak ja. Być może Reiki będzie również waszą drogą.
Autor:
DeAnn Upton
Reiki uzdrawia uraz kolana
Zaczęłam uczyć się Reiki około dwa lata temu. Początkowo moi rodzice byli bardzo sceptyczni. Mój tata od wielu lat cierpiał na problemy z kolanem, które — jak uważał — były skutkiem urazu doznanego podczas skoku spadochronowego. Poprosił mnie, abym wykonała Reiki na jego kolanie, ponieważ gdy ból ponownie się nasilił, udał się do lekarza i usłyszał, że nie znaleziono żadnego poważnego problemu. To pozostawiło go bez odpowiedzi na pytanie, co właściwie dolega jego kolanu.
Usiadłam na podłodze, a tata siedział na krześle i podczas pierwszej sesji przekazywałam Reiki wyłącznie na jego kolano. W trakcie zabiegu tata zasnął. Kiedy obudziłam go po zakończeniu Reiki, powiedział, że był to najlepszy sen, jaki miał od wielu lat — a spał zaledwie około godziny. Podczas sesji wyczułam, że ma blokadę w centrum serca oraz w splocie słonecznym. Wyjaśniłam mu, że czuję, iż uraz kolana może być sposobem, w jaki jego ciało ostrzega go przed stresem, ponieważ wydawało się, że ból pojawia się w momentach napięcia lub trudności emocjonalnych.
Był sceptyczny wobec Reiki, jednak gdy skontaktowałam się z nim następnego dnia, powiedział, że ból całkowicie ustąpił i że czuje się bardzo dobrze. Zasugerowałam, aby obserwował, kiedy ból się pojawia, i spróbował powiązać go ze swoimi emocjami.
Ból w kolanie powrócił. Ponownie dałam mu Reiki, ale tym razem przeprowadziłam pełną sesję, obejmującą również obszary czakr. Kilka miesięcy później moi rodzice podjęli decyzję o emigracji. Tata przyznał, że odkąd zdecydował się na ten krok, jego kolano przestało sprawiać mu jakiekolwiek problemy. Uważa, że Reiki pomogło mu podjąć decyzję, by żyć dla siebie i swojej żony — a wraz z tą nową emocjonalną decyzją stary ból, będący przypomnieniem, zniknął.
Mój tata przeszedł drogę od sceptyka do osoby, która wkrótce rozpocznie Reiki I, ponieważ w lipcu — kiedy otrzymam tytuł mistrza — zamierzam przeprowadzić inicjację dla obojga moich rodziców. Będą pierwszymi osobami, które dostroję.
Pomyślałam, że powinniście wiedzieć, jaką moc ma Reiki — nie tylko przynosi ulgę w bólu, ale uzdrawia na wszystkich poziomach i pomaga osiągać cele, które są nam przeznaczone.
Miłość i światło
Autor: Petrina Birkett
Reiki obniża ciśnienie krwi
Otrzymałam szkolenie Reiki I i II w zeszłym miesiącu i chciałabym podzielić się ekscytującym doświadczeniem! Przez ostatnie tygodnie dawałam mojemu tacie kilka sesji Reiki i bardzo mu się podobały — mówił, że czuje ciepło i relaks, nie może uwierzyć w intensywność energii od moich rąk.
Wczoraj wszczepiono mu rozrusznik serca. Rano pojechaliśmy z mamą do szpitala, aby go odebrać, a on źle się czuł — miał zawroty głowy, mgłę w głowie, nudności, a ciśnienie krwi było dość wysokie, dodatkowo odczuwał ból w miejscu nacięcia.
Obserwowałam pielęgniarki przez chwilę, zanim odważyłam się interweniować. Podeszłam do stanowiska pielęgniarek i zapytałam, czy ktoś słyszał o Reiki. Niektóre osoby znały tę metodę, inne nie. Krótko wytłumaczyłam, a jego pielęgniarka powiedziała: „Spróbuj”.
Przeprowadziłam 30-minutową sesję Reiki, podczas której pielęgniarki obserwowały monitory. Po zakończeniu zmierzyły ciśnienie krwi — okazało się, że spadło znacząco: 20 punktów na górze i 10 na dole, a w ciągu kolejnych 15 minut spadło jeszcze bardziej. Przy wyjściu z jego pokoju słyszałam komentarze: „Świetna robota!”, „Widzieliście, jak bardzo spadło?”.
Dodatkowo ustąpiły nudności, ból i uczucie mgły w głowie. Tata został wypisany krótko po sesji. A ja przy okazji rozdałam kilka swoich świeżo wydrukowanych wizytówek. Niesamowite doświadczenie!
Autor:
Lorri
Uzdrowiony sztywny kark
Właśnie wróciłam z rejsu na Bahamy. Podczas rejsu, pewnego ranka przy śniadaniu, nasz kelner ledwo mógł się poruszać. Zapytałam go, co się stało, a on odpowiedział: „Sztywny kark”. Dodał też, że trwa to już DWA TYGODNIE! Powiedziałam mu, że to zdecydowanie za długo i że mogę mu pomóc.
Zapytałam, czy mógłby znaleźć kilka minut, abym mogła dać mu Reiki na kark. Nie był przeciwny samej sesji, raczej chodziło o to, czy może poświęcić na nią czas. Powiedziałam mu, że w razie czego powiem jego przełożonemu, że to ja go do tego zmusiłam.
Po śniadaniu zabrałam go na tył sali jadalnej i poprosiłam, aby usiadł, podczas gdy przekazywałam mu Reiki na głowę, szyję, ramiona oraz plecy — szczególnie w miejscu, które bolało najbardziej. Pozostali kelnerzy żartowali z niego: pytali, czy chce kawę, jak chciałby jajka itd.
W końcu podszedł główny kelner. Wyjaśniłam mu, że potrzebuję tylko kilku minut, aby mu pomóc, i że nalegam, by to zrobić. W rzeczywistości podziękował mi za pomoc jego pracownikowi, ponieważ wszyscy wiedzieli, że od tygodni cierpi z powodu bólu.
Nawet po tej krótkiej sesji wrócił na swoje stanowisko. Kiedy ktoś się do niego odezwał, odruchowo odwrócił głowę — i wtedy zorientował się, że może swobodnie poruszać szyją. Był bardzo szczęśliwy.
To był ostatni dzień rejsu, więc już go nie widziałam. Jednak gdy opuszczaliśmy statek, rozpoznałam innego kelnera z jadalni, który stał w pobliżu. Zapytałam go, jak ma się szyja jego kolegi. Odpowiedział: „Dużo lepiej, dzięki tobie”.
Zawsze jestem pełna podziwu i wdzięczności, że Reiki potrafi pomóc — nawet jeśli była to krótka sesja.
Autor: Noel Stevens
Błogosławieństwa od wron
Kilka lat temu planowałem poprowadzić kurs Reiki w stanie Wyoming. Potencjalna uczestniczka, Lonnie, skontaktowała się ze mną, aby zapytać, czy jej nastoletnia córka mogłaby dołączyć do zajęć. Bardzo ucieszyłem się na myśl, że zarówno Lonnie, jak i jej córka Jamie wezmą udział w kursie.
Około tydzień przed zaplanowanym terminem otrzymałem jednak wiadomość od Lonnie — jej córka Jamie nagle i całkowicie niespodziewanie zmarła. Lonnie była zdruzgotana i oczywiście nie była w stanie uczestniczyć w zajęciach.
Mniej więcej półtora roku później Lonnie skontaktowała się ze mną ponownie, pytając, czy moglibyśmy zorganizować kurs. Bardzo się ucieszyłem, słysząc od niej i wiedząc, że mimo swojej straty radzi sobie dobrze. Ostatecznie w kursie wzięło udział trzech uczestników.
Podczas zajęć wyczuwałem także obecność Jamie i uznałem za interesujące, że jej imię nie zostało ani razu wspomniane w trakcie kursu. Zajęcia odbywały się w lokalnej bibliotece, w dużej sali z dwoma drzwiami wyjściowymi umieszczonymi w przeciwnych rogach. Przed ostatnim dostrojeniem (inicjacją) uchyliliśmy oba wyjścia, aby do środka wpadało świeże powietrze.
W trakcie dostrojenia jedna z wron stała tuż za jednym z otwartych drzwi i donośnie krakała, wyraźnie zaznaczając swoją obecność. Początkowo pomyślałem, że powinienem zamknąć drzwi, ale szybko poczułem, że nie — że należy pozwolić, aby wszystko potoczyło się naturalnie i kontynuować proces.
Po zakończeniu dostrojenia zaczęliśmy zapisywać nasze doświadczenia i omawiać je, gdy Lonnie nagle wybuchnęła płaczem. Podczas inicjacji usłyszała krakanie wrony i w wizji zobaczyła, jak ptak przylatuje do niej, a następnie przemienia się w jej córkę Jamie. Jamie przytuliła Lonnie i powiedziała jej, jak bardzo ją kocha oraz jak bardzo jest z niej dumna. Później dowiedzieliśmy się, że Jamie bardzo kochała wrony. Wszyscy czuliśmy się ogromnie pobłogosławieni, że mogliśmy być w tym pomieszczeniu.
Po zakończeniu kursu wyszliśmy tylnymi drzwiami sali, aby zrobić wspólne zdjęcie. Wciąż byliśmy bardzo poruszeni emocjonalnie i niezwykle wdzięczni. Na zachodzie widzieliśmy zbierające się piękne, ciemne chmury burzowe. Zacząłem zbierać swoje materiały i wynosić je przednimi drzwiami. Gdy wyszedłem na zewnątrz, byłem oszołomiony — zobaczyłem setki wron.
Natychmiast upuściłem swoje rzeczy i pobiegłem z powrotem do budynku, wołając uczniów, aby wyszli i spojrzeli. Cała nasza czwórka stała tam, podczas gdy setki, a właściwie setki wron, przelatywały nad nami w ogromnych chmarach. Nikt z nas nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego.
Byliśmy zahipnotyzowani widokiem wron i cudami, które ponownie rozgrywały się na naszych oczach. Nie chcieliśmy ruszać się z tego świętego doświadczenia. Gdy staliśmy tam w zachwycie, spojrzałem w górę i zobaczyłem coś wirującego w powietrzu — było to pióro. Opadało spiralnie i wylądowało idealnie u stóp Lonnie.
Podniosłem pióro i podałem je wdzięcznej, zapłakanej Lonnie. Trzeci i ostatni dar Reiki od wron.
Autor: Jay V. Jackson
Niektóre z moich doświadczeń z Reiki
W 1994 roku zostałam wprowadzona w cudowną energię Reiki. Byłam pod ogromnym wrażeniem mojego osobistego doświadczenia podczas otrzymywania Reiki, co skłoniło mnie do dalszej nauki i edukacji w tym kierunku. W 1996 roku uzyskałam stopień Reiki Master.
Moje całe życie uległo zmianie — zawodowo, duchowo i osobiście. Do dziś całe to doświadczenie napełnia mnie zachwytem nad ogromną transformacją życiową, która doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem teraz. Wcześniej pracowałam w korporacyjnej Ameryce, ale ostatecznie zrezygnowałam z pracy i zaczęłam zawodowo malować anioły oraz obrazy o tematyce duchowej.
W 1997 roku otworzyłam swoje biuro i klinikę, a także poznałam i szkoliłam się pod okiem Louise L. Hay, autorki książki You Can Heal Your Life („Możesz uzdrowić swoje życie”). To ona opublikowała moją książkę Angels, Guardians of the Light („Anioły, Strażnicy Światła”), będącą zbiorem mojej sztuki anielskiej oraz filozofii duchowej.
Kontynuowałam edukację, aby zostać duchowną niedenominacyjną. Energia nadal się rozwija i przejawia — obecnie uczę Reiki w publicznych szkołach oraz w szpitalach, szkoląc pielęgniarki w praktyce Reiki. Jestem zaszczycona, że mogę pracować w lokalnym szpitalu, oferując Reiki pacjentom.
Poniżej przedstawiam kilka z wielu historii zainspirowanych doświadczeniami moich klientów.
Inge została zdiagnozowana z ciężką chorobą neurologiczną zwaną zespołem Guillaina-Barrégo — ostrą zapalną polineuropatią demielinizacyjną. Lekarze ze Stanford Medical Center powiedzieli jej, że prawdopodobnie nigdy więcej nie będzie chodzić i przez nieokreślony czas będzie przykuta do wózka inwalidzkiego.
Gdy przyszła do mnie po pomoc, była bardzo osłabiona, znacznie schudła, traciła włosy, ale była otwarta i gotowa na przyjęcie Reiki, aby wesprzeć swój cel uzdrowienia. Przez trzy miesiące dawałam jej Reiki dwa razy w tygodniu — a w ciągu sześciu miesięcy zaczęła samodzielnie chodzić i została całkowicie uzdrowiona. Jej lekarze byli zdumieni szybkością jej powrotu do zdrowia. Obecnie prowadzi szczęśliwe i zdrowe życie.
Katelyn była pięcioletnim dzieckiem, gdy po raz pierwszy ją leczyłam. Pewnego wieczoru otrzymałam telefon od jej babci z informacją, że dziewczynka została potrącona przez samochód i znajduje się w śpiączce. Babcia poprosiła mnie o Reiki dla wnuczki.
Katelyn przebywała na oddziale intensywnej terapii w Szpitalu Dziecięcym w Oakland w Kalifornii, podłączona do respiratorów i monitorów. Po uzyskaniu zgody personelu medycznego bardzo ostrożnie dobierałam ułożenie rąk i delikatnie mówiłam do niej podczas sesji, wiedząc w głębi serca, że na pewnym poziomie może mnie słyszeć.
Przypominałam jej, że zbliża się jej przyjęcie urodzinowe, zachęcając ją do powrotu do zdrowia i radości z tego wyjątkowego dnia. Pracowałam z nią przez 45 minut, będąc pod uważną obserwacją.
Po zakończeniu sesji pielęgniarka podeszła do mnie z wyraźnym zdziwieniem i poinformowała, że podczas Reiki Katelyn zaczęła samodzielnie oddychać. Dziś Katelyn jest nastolatką i prowadzi zdrowe życie.
Anne, jedna z moich klientek, cierpiała na obrzęk — bardzo silne opuchnięcie kostek. W ciągu jednej godzinnej sesji Reiki obrzęk całkowicie ustąpił. Niesamowite.
Nie przypisuję sobie osobistych zasług ani nie pozwalam, by moje ego miało udział w tych sesjach i uzdrowieniach — poza rolą kanału, przez który przepływa energia Reiki. Jest to błogosławieństwo samo w sobie: świadomość, że my, jako praktycy Reiki, mamy zdolność przekazywania boskiej energii poprzez siebie innym ludziom.
Cieszę się, że Reiki stało się tak powszechnie akceptowane w dziedzinie uzdrawiania alternatywnego — często nie wymaga już skomplikowanych wyjaśnień, czym jest. Wierzę, że Reiki uzdrawia całego człowieka — ciało, umysł i ducha.
Autor: Rev. Karen Haughey
Namaste.
Reiki leczy urazy po wypadku
Mój przyjaciel i sąsiad uległ strasznemu wypadkowi na skuterze śnieżnym i musiał zostać przetransportowany helikopterem do szpitala w stanie krytycznym. Był podłączony do respiratora i nie spodziewano się, że przeżyje. Moi przyjaciele i ja wysyłaliśmy codziennie Reiki na odległość, a wkrótce jego lekarze uznali, że to cud, iż przeszedł krytyczny etap.
Dwa tygodnie później odwiedziłam go w szpitalu. Zauważył, że czuje się nieco rozkojarzony. Zapytałam, czy chciałby otrzymać Reiki i wyjaśniłam, na czym to polega. Zgodził się. Gdy moje dłonie przesuwały się nad jego czakrą serca, zaczęłam widzieć małe krople wody unoszące się z okolicy klatki piersiowej. Było ich wiele i zdawały się wznosić w górę z jego ciała. Jako początkująca w Reiki przestraszyłam się i pomyślałam do siebie: „Stop”, ale krople nadal się unosiły. Przypomniałam sobie wtedy słowa mojego nauczyciela:
„Reiki idzie tam, gdzie Reiki potrzebuje i robi to, co Reiki musi zrobić”
Patrzyłam więc z zachwytem, jak krople wody unoszą się z jego ciała, kontynuując sesję. Po zakończeniu był radosny, żartował, a jego twarz odzyskała zdrowy kolor. Później dowiedziałam się, że w jego uszkodzonych płucach pozostała pewna ilość płynu, która po sesji Reiki całkowicie się rozproszyła. Tydzień później został wypisany do domu. Reiki naprawdę jest niesamowite.
Autor:
Joan
Uzdrowiony ból przy osteoporozie
Moja mama jest bardzo aktywną 80-latką. Cierpi na ciężką osteoporozę i żyje z tym bólem na co dzień. Nie jest zwolenniczką leków przeciwbólowych, więc znosi ból, dopóki nie stanie się nie do wytrzymania. Ponieważ mieszkam kilka stanów dalej (jako Mistrzyni Reiki), nie mam możliwości wykonywania u niej regularnych zabiegów dotykowych. Staram się jednak jak najczęściej wysyłać jej Reiki na odległość.
Podczas jednej z naszych wizyt mama bardzo cierpiała z powodu bólu. Zaproponowałam sesję Reiki, a ona z radością przyjęła każdą możliwość ulgi. Powiedziała, że nie ma na jej ciele ani jednego miejsca, które nie bolałoby. Dodatkowo zmagała się z bólem związanym z półpaścem, który pojawił się na tylnej części jej prawego uda.
Ponieważ nie mogła położyć się na żadnej płaskiej powierzchni, przeprowadziłam sesję, gdy siedziała w bujanym fotelu. Na początku byłam sceptyczna, nie sądząc, że w tej pozycji będzie w stanie się zrelaksować.
Całościową sesję obejmującą całe ciało zakończyłam po godzinie. Kilka razy w trakcie zabiegu mama zasypiała głębokim snem i oddychała bardzo powoli oraz głęboko. Podczas sesji czułam w dłoniach coraz silniejsze ciepło. Intensywność tego ciepła promieniowała aż do nadgarstków i do połowy przedramion! Wnętrza moich dłoni były jaskrawoczerwone. Musiałam ją obudzić, gdy czas sesji dobiegł końca.
Powiedziała, że kiedy się obudziła, nie odczuwała żadnego bólu — nigdzie! Byłam zdumiona. Dodała również, że czuje się spokojna, zrelaksowana i odczuwa ogólne poczucie dobrostanu w całym ciele. Jest najbardziej receptywną osobą, z jaką kiedykolwiek pracowałam.
Przez resztę naszej wizyty (jeszcze dwa dni) pozostawała bez bólu. Po naszym powrocie do domu minęło kilka tygodni i zadzwoniłam do niej. Powiedziała, że od momentu naszego wyjazdu była całkowicie wolna od bólu — bez żadnych leków przeciwbólowych — a jedynie niewielki dyskomfort pojawił się dzień lub dwa przed moim telefonem.
Wierzę w Reiki zarówno jako metodę relaksacji, jak i jako terapię wspierającą samouzdrawianie.
Autor: Jana
Pielęgniarka używa Reiki u krytycznie chorego niemowlęcia
Jestem pielęgniarką pediatryczną w USA i od zawsze pasjonowało mnie włączanie bezpiecznych, nieinwazyjnych metod medycyny komplementarnej do opieki nad pacjentami. W październiku 2018 roku poznałam trzymiesięczną dziewczynkę, która cierpiała na niewydolność wątroby spowodowaną atrezją dróg żółciowych. Miesiąc wcześniej przeszła zabieg mający rozwiązać problem, jednak nie przyniósł on rezultatów. W tym momencie jedyną szansą na uratowanie jej życia był przeszczep wątroby. Była zbyt niestabilna medycznie, aby wrócić do domu, więc pozostała w szpitalu przez kilka miesięcy, aż do czasu transplantacji. Przez te 5 miesięcy zbudowałam z nią bardzo silną więź i ogromnie się do niej przywiązałam. Wykonywałam Reiki przy każdej możliwej okazji i modliłam się, aby otrzymała przeszczep.
W marcu 2019 roku w końcu przeszła transplantację wątroby. Zaraz po wyjściu z sali operacyjnej i przeniesieniu na OIOM jej organizm zaczął odrzucać przeszczep, pojawiło się wiele zagrażających życiu powikłań. Umierała. Dzięki łasce Boga następnego dnia otrzymała drugi przeszczep wątroby. Chirurdzy, lekarze, pielęgniarki i cały personel medyczny byli przekonani, że nie przeżyje drugiej operacji. Była ośmiomiesięcznym niemowlęciem, ledwo trzymającym się życia po pierwszej operacji, z szansą na przeżycie mniejszą niż 1%.
Byłam w stanie kompletnej paniki. Byłam zrozpaczona i pragnęłam, aby wyzdrowiała. Wysyłałam jej Reiki na odległość przy każdej możliwej okazji, ale czułam, że to za mało. Skontaktowałam się z przyjaciółką, która również praktykuje Reiki, opowiedziałam jej sytuację i poprosiłam, aby także wysyłała Reiki tej dziewczynce. Nie tylko robiła to codziennie, ale poprosiła również swoich znajomych z całego świata, aby dołączyli do wsparcia. Dziewczynka otrzymywała Reiki z Gwatemali, Brazylii, Niemiec i Republiki Południowej Afryki.
Przeżyła drugą transplantację, jednak jej rekonwalescencja była niezwykle trudna. Przez prawie miesiąc nie była w stanie oddychać samodzielnie i pozostawała zaintubowana, doznała niewydolności nerek z powodu silnych leków, pojawiły się odleżyny z powodu długotrwałego unieruchomienia, była trzykrotnie reanimowana i odczuwała ogromny ból. Na tym etapie lekarze nadal uważali, że jej szanse na przeżycie są minimalne — do tego stopnia, że jej rodzice podpisali zgodę DNR (nie podejmować resuscytacji). Mimo to ja i ta grupa nadal codziennie wysyłaliśmy jej Reiki.
Po 3 miesiącach na OIOM-ie i codziennym Reiki zaczęła zdrowieć. Jej nerki się zregenerowały, oddycha samodzielnie, a jej wątroba funkcjonuje prawidłowo. Jest listopad 2019 roku i to zupełnie inne dziecko niż kilka miesięcy temu. Siedzi, gaworzy, śmieje się i wygląda niezwykle zdrowo. Każdy, kto ją widzi, patrzy z zachwytem i mówi: „To cud, że żyje.” To nie cud — to Reiki.
Autor:
Alison Fernandez
Jak to się odbywa?
Sesja i zabieg Reiki odbywa się zdalnie. Jest to metoda równie skuteczna, jak spotkanie „na żywo” Tutaj nie ogranicza nas ani czas, ani odległość, które czasem są istotną przeszkodą w spotkaniu.
Poprzez intencję możemy wpływać na 3 podstawowe obszary:
a) Zdrowie itp
b) Praca, związki itp
c) Emocje, przekonania itp
1. Ustalenie co chciałbyś/ałabyś, aby było przedmiotem wsparcia przez energię Reiki. Jeżeli nie wiesz, z jakim tematem chcesz pracować, podpowiem Ci i doradzę.
2. Ułożenie intencji z uwzględnieniem Twoich potrzeb (Jedna zdalna sesja to praca z jedną intencją.np. wsparcie układu pokarmowego lub ból kręgosłupa)
3. W trakcie zdalnej sesji Energia może być fizycznie odbierana jako ciepło, spokój, ulga. Ja zwykle odczuwam ją, jako przyjemne mrowienie lub uczucie ciepła w dłoniach. U odbiorcy może działać subtelniej, jako poprawa nastroju, jasność myśli, rozluźnienie czy senność (dobrze jest wtedy położyć się, chociaż na chwilę). Wszystkie te odczucia są przyjemne. Taki przepływ może trwać od 1h do 3h. Zwykle zdalny zabieg robiony jest wieczorem lub wczesnym rankiem, kiedy ciało jest rozluźnione. Nie wymaga to jednak od Ciebie żadnych specjalnych przygotowań, wystarczy, że się odprężysz.
Moja praktyka podpowiada mi, że rezultaty pracy z energią Reiki można doświadczyć od razu, po godzinie, czasem po kilku dniach, miesiącach lub latach. Czasem wystarczy jedna sesja, czasem kilka, a czasem wyniki pojawią się po regularnym zasilaniu intencji, energią Reiki. Wszystko zależy od tego, na co chcemy wpłynąć, z jakim tematem czy dolegliwością pracujemy. A także od Twojego przekonania, blokad energetycznych lub „planu Twojej duszy” czyli tego, czego masz doświadczyć.
Niemniej, w każdym z tych przypadków poczujesz zmianę. Zabieg odbywa się zwykle wieczorem lub wczesnym rankiem, kiedy nasze ciało jest rozluźnione i bez przeszkód (napięć) przyjmuje uzdrawiającą energię.

Po czym poznać, że intencja działa?
Tak jak wspomniałem wcześniej, działania energii Reiki można doświadczyć od razu, po chwili, tego samego dnia lub po kilku dniach/tygodniach od zdalnego zabiegu. Zmiany można odczuć fizycznie, np. poprzez poczucie większego spokoju, zaufania do wszystkich wydarzeń, które pojawiają się dookoła nas, a które zwykle powodowałyby w nas frustrację, złość czy też lęk, ustąpienia bóli, zniknięcia symptomów chorobowych pojawiających się na naszym ciele.
Czasem po zdalnym zabiegu pojawiają się „prorocze” sny, które „wyjaśniają” nam zawiłe kwestie z naszego życia. Oczywiście, aby w pełni zrozumieć naturę snów, trzeba umieć „odczytać” ich symbolikę, na podstawie własnych odczuć, ponieważ sen komunikuje się z nami, za pomocą obrazów z naszej podświadomości.
Jeszcze innym razem, szczególnie jeżeli pracujemy z intencjami, które dotyczą naszych wyborów dotyczących pracy, relacji, celów życiowych, energia może się objawiać za pomocą tzw intuicji (myśli wpadające „znienacka” do głowy, nagła chęć zrobienia czegoś odbiegającego od naszej rutyny itd), ale także nowych, zaskakujących spotkań lub tez nawiązanie kontaktu z kimś dawno nie widzianym. Kanałów komunikacji jest mnóstwo, to może być baner widziany na ulicy, czy też piosenka usłyszana w radio, której słowa mogą nieść dla Ciebie ważne przesłanie. Uwaga: nie wszystkie wydarzenia mogą być w pierwszej chwili jednoznacznie pozytywne (przynajmniej w naszym mniemaniu) Np. spóźnienie się na pociąg, czy zgubienie kluczy, które zwykle wywołują w nas frustrację, mogą otworzyć przed Tobą nowe możliwości, które doprowadzą Cię wprost do upragnionego celu, o który prosiłeś/aś w intencji 🙂
Czy są jakieś przeciwskazania?
Reiki jest bezpieczne, może być stosowane u osób w każdym wieku, także u kobiet w ciąży i dzieci, oraz jako uzupełnienie medycyny konwencjonalnej. Nie wyklucza stosowania medycyny konwencjonalnej, czy tradycyjnej medycyny chińskiej, dodatkowo ją wzmacnia.
Ile to kosztuje?
Pierwsza zdalna sesja jest bezpłatna i bez zobowiązań – po to, byś mógł/mogła spokojnie sprawdzić, czy ta forma wsparcia jest dla Ciebie. Jeżeli poczujesz poprawę, umówimy się na kolejną sesję.
(Oszczędzasz 200 zł)
Wybierz(Oszczędzasz 600 zł)
Wybierz(Oszczędzasz 1500 zł)
WybierzJeżeli, zainteresowała Cię jakaś intencja i chciałbyś/chciałabyś skorzystać z mojego wsparcia, napisz do mnie :)
Formularz kontaktowy
Zapraszam serdecznie po więcej informacji :)
Moje przemyślenia Więcej o Reiki