Syberia: Wyjazd

Mija już prawie rok od mojej podróży na Syberię. Najwyższa więc pora, aby opowiedzieć jak broniłem się rękami i nogami przed wyjściem z domu :)

Decyzja

Pomysł na wyjazd narodził się w mojej głowie zupełnie przypadkiem. Siedziałem wtedy w męskim gronie słuchając znajomego, który opowiadał o niespełnionym marzeniu wyprawy do Tybetu. Nigdy mnie specjalnie nie ciągnęło do podróżowania. a tym bardziej do Azji.  Jednak jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że motyw podróży zakiełkował we mnie na dobre. Dowiedziałem się o tym  kilka dni później, kiedy złapałem się na tym, że intensywne myślę o wyjeździe. A dokładnie o podróży na Syberię. W przypływie odwagi podjąłem decyzję: Jadę! Odwagi starczyło mi tylko na kilka godzin :) Chwilę potem ogarnęły mnie wątpliwości i strach.

Po co w ogóle chciałem wyjechać?
Podróż miała mi pomóc oddalić się od spraw z którymi nie mogłem sobie poradzić, miała dać chwilę ulgi i przekierować moją uwagę na zupełnie inne tory. Zakładałem że gdy osiągnę cel podróży, w moim życiu nastąpi wielka zmiana, problemy same się rozwiążą a ja powstanę niczym Feniks z popiołu! Jednak cała ta podróż okazała się czymś zupełnie innym niż myślalem.

Wyjazd.

Przed każdym przymusowym wyjazdem, czyli takim, do którego ciągle nie jestem jeszcze gotowy, przeżywam zwykle to samo. Tak jest i teraz. Moja głowa panikuje i szuka racjonalnego powodu, aby przełożyć ten wyjazd. Całe pakowanie odbywa się niejako poza moją świadomością, przekładam na później niezbędne czynności, jakby to przekładanie miało odwlec coś, co i tak jest nieuchronne. A gdy w końcu nadchodzi ten moment, wykonuję go zupełnie bez emocji. Czuję, jak decyzja o wyjeździe rozbudza we mnie jakiś pierwotny strach przed Nieznanym..

Autobus z Wawy dociera do Białegostoku bez przeszkód. Do odjazdu autobusu jadącego do Moskwy mam jeszcze prawie 6h. Dużo. W powietrzu ok. 10 stopni a mi zimno. A to jeszcze Polska. Szukam schronienia i ciepła. Dworzec PKP jest obiecanym azylem. A jak dworzec, to oczywiście toaleta. A jak toaleta to selfie :)


Selfie nie dodaje mi specjalnie odwagi. Cały czas czuję,  jakbym się wysyłał w tę podróż za karę.

Godz. 7.00, dwie godziny przed odjazdem autobusu. Zjadłem już 2 bułki i jedną drożdżówkę. Ciągle jem. To chyba ze strachu. 4 mega grześki mają uzupełnić nadszarpnięte zapasy jedzenia. Autobus rusza, czas na wycofanie się z podróży minął. Teraz już nie mam odwrotu. W tym autobusie spędzę ponad 21h jadąc przez Litwę i Łotwę do Moskwy. Mam wystarczająco dużo czasu na przemyślenia. Mówi się, że podróże podobno kształcą. Być może. Siedzenie tyle godzin w autobusie na razie kształci….mój tyłek. Stewardessy gadają tylko po rosyjsku i angielsku. Pierwsze próby porozumienie się po rosyjsku, uświadamiają mi, że z moim rosyjskim jest gorzej niż myślałem.

Pierwsza granica: Litwa i pierwsza kontrola. Nie wzbudzam podejrzeń, puścili mnie dalej. Granica w takiej luźnej formie już się nie pojawi.

Przystanek i przerwa na jakimś dworcu. Pierwszy zakup na Litwie to woda. Polska karta bankomatowa działa. Mega! Ależ to dziwne uczucie, kiedy rzeczy po prostu działają mimo głupich obaw, którymi sam się nakręcam. Te drobne sukcesy wzmacniają moją wiarę we własne siły i w to, że w każdej sytuacji dam sobie radę. Jakkolwiek głupio to zabrzmi, po raz pierwszy w tej podróży czuje się dumny z siebie.

Ryga.

Drugie spotkanie z obcą walutą. Tym razem siku w dworcowym WC. Tylko euro i tylko cash. Ogarnąłem litewski bankomat.. Mam euro w łapce, pora na siku. To, co mnie zaskakuje w moim zachowaniu to szybkość, z jaką podejmuję decyzję. Przestaje się zastanawiać, rozmyślać tylko działam. Cholera, dobrze mi z tym uczuciem.

Z powrotem w autobusie. Na dworcu widok, który łapie mnie za serce i wzrusza. Dziewczyna, która ze łzami w oczach rozstaje się z chłopakiem i starsze małżeństwo, które żegna odjeżdżającego przyjaciela. Niby nic nadzwyczajnego. Ale widok dwóch starszych mężczyzn obejmujących się na pożegnanie jest dla mnie zaskakujący. Widzę łzy na policzku u jednego z nich. Czy tak właśnie wygląda rosyjska dusza? Czy po to jadę do Rosji? Wkrótce się dowiem.

Widzę znak: Moskwa 884 km.
Juz niedaleko.

Czytaj dalej

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Nie przegap! Zapisz się do newslettera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Ta strona korzysta z plików cookie. Przeglądając tę stronę, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookie.