Szczerość nigdy nie była na szczycie najbardziej pożądanych cech w świecie, w którym przyszło nam żyć. Zwykle kojarzona była z naiwnością lub mówiło się, że szczerość nie popłaca. A skoro nie popłaca, komunikację opartą na szczerości zamieniliśmy na coś, co pozwoliłoby nam przetrwać w każdych warunkach: w pracy, domu i w relacji. A potem, zanim się obejrzeliśmy, okazało się, że nie potrafimy już inaczej To, co miało być tylko chwilową strategią przetrwania, zostało z nami na dłużej.
W kontaktach międzyludzkich często przypominamy boksera, który z wysoko podniesioną gardą, zasłania się przed ciosem lub rycerza, zakutego od stóp do głów w ciężką zbroję, która ma uchronić go przed zranieniem. Jednak z czasem od trzymania wysoko dłoni zabolą nas ręce, a od noszenia ciężkiej zbroi, poczujemy ból pleców. Dodatkowo to trwanie w permanentnym napięciu, wcześniej czy później spowoduje ubytek naszej energii. Również tej życiowej. Dlatego tak często szukamy w życiu relaksu, spokoju, miejsca, lub sytuacji gdzie możemy odpuścić i zrzucić maskę. Zwyczajnie i tak po ludzku, tęsknimy za tym stanem. Tak samo, jak za rozmową z kimś, przy kim możemy być całkowicie szczerzy bez obawy, że zostaniemy osądzeni.
Za czym jeszcze tęsknimy?
Za poczuciem ulgi, która pojawia się w nas samych, kiedy odsłaniamy się przed drugą osobą ze swoimi słabościami, wstydem, niedoskonałością mówiąc:
„- Zobacz taki jestem. Czasem zwyczajnie nie daję sobie rady. Nie potrzebuję wtedy, abyś stawał się moim osobistym terapeutą lub udzielał mi porad. Wystarczy mi Twoja obecność. To dla mnie informacja o tym, że mnie akceptujesz, że świat akceptuje mnie takiego, jakim jestem. To wszystko, czego na tę chwilę potrzebuję. Z całą resztą sobie poradzę”
Zwykle wszystkie nasze słabości, niedoskonałości i wady skrywamy głęboko w naszym wnętrzu. I chociaż jesteśmy ich świadomi, to za wszelką cenę próbujemy je zamaskować lub po prostu nie przyznajemy się do ich istnienia. Ale one cały czas tam są :)
Natomiast w chwili kiedy otwieramy się na szczerość w komunikacji z drugą osobą, wiedząc, że nie zostaniemy przez nią osądzeni lub wyśmiani, to tak jakbyśmy dopuszczali do siebie odrobinę światła, które w naturalny sposób wydobywa z mroku nasze „niedoskonałości” i rozpuszcza je, odbierając im moc. W tej jednej chwili pękają nasze błędne wyobrażenia i strach przed tym, że nie zostaniemy zaakceptowani przez drugą osobę. A potem zwykle pojawia się niewyobrażalna ulga. Tak zniewalająca, że można się od niej uzależnić.
Szczerość to akt odwagi. Przed światem, przed drugą osobą a przede wszystkim przed samym sobą. Chociaż, czasem jest tak ogromnie trudna, bo nie da się jej zwyczajnie wyuczyć. Moje doświadczenie podpowiada mi jednak, że dopuszczając ją coraz częściej do głosu, można ją oswoić i zobaczyć, że upraszcza i ułatwia nam życie. A czyż nie o to nam wszystkim chodzi?
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)

