Czas się zbierać.
Teraz, tylko muszę wjechać na główną drogę. Nie czekam jednak zbyt długo, bo pierwszy nadjeżdżający kierowca wpuszcza mnie przed siebie i jakby tego było mało, uśmiecha się do mnie życzliwie. Zaskoczony, odwzajemniam uśmiech.
Coooooo jest? – myślę.
Rzut oka na kalendarz w telefonie, wyjaśnia mi wszystkie wątpliwości.
–Aaaaa już wiem, to już dziś – Ależ ten czas leci. Na śmierć zapomniałem.
Zwalniamy …
Ruch się zagęszcza. Ktoś próbuję dołączyć się do ruchu. Ktoś inny zatrzymuje i zabiera jakiegoś zabłąkanego autostopowicza. Dziś na pewno nie będzie miał kłopotu z podwózką. Wszyscy cierpliwie czekają. Nikt nie trąbi.
Dawno nie czułem się tak dobrze na mieście – stwierdzam, moszcząc się wygodnie za kierownicą.
Włączam radio. Dziś na szczęście, nie usłyszę w nim żadnych reklam, bo przecież i tak nikt, nie będzie biegał po sklepach. Jeszcze kilka lat temu, sam stałbym w korku przy każdym większym centrum handlowym. A potem w ścisku, w nerwach i szamotaninie ludzkiej ciżby, uganiałbym się.między pólkami. Całe szczęście, że to już minęło.
Wracam myślami z powrotem na drogę.
Jestem już na „wylotówce„ z miasta i wtedy kątem oka dostrzegam „drogówkę„ Szybki przegląd sytuacji: pasy zapięte, światła są, prędkość baaardzo przepisowa. Nic na mnie nie mają – uspokajam się.
Co jest???? – policyjny lizak, nagle wyłania się za pleców policjanta, zapraszając mnie do zjechania na bok.
Kurdeee, a zapowiadało się tak pięknie.
– Dzień dobry panie kierowco – policjant uśmiecha się podejrzanie. Dokąd Pan jedzie?
– Jadę do mamy, Za szybko jechałem???? – próbuje odgadnąć powód zatrzymania.
Nieee, spokojnie…. Żarówka w reflektorze się Panu przepaliła. Proszę zjechać na bok i ją wymienić, tym bardziej że niedługo się ściemni.
– Acha. Dziękuję – uspokajam się.
Żarówka, cholera, tylko gdzie ja mam te żarówki? – rozglądam się po samochodzie, udając, że szukam. No dobra, już nie szukam, bo wiem, że nie mam.
– Wie Pan co, ja nie mam tej żarówki – idę o zakład, że gdybym teraz mógł spojrzeć na siebie z boku, przypominałbym wyglądem kota ze Shreka z ogromnymi proszącymi oczami. Brakuje mi już tylko kapelusza i szpady.
– No sam nie wiem, jak to się stało – tłumaczę, sam nie wierząc w swoje wyjaśnienia.
– Nie ma Pan żarówki? – odpowiada policjant. W takim razie proszę, wyłączyć silnik i zjechać na pobocze.
No tak, tylko mandatu mi jeszcze brakowało. Przecież to tylko malutka żaróweczka – próbuję się sam przed sobą usprawiedliwić.
– Taka? – męski głos wyrywa mnie z rozmyśleń. Przede mną stoi policjant z triumfalną miną, trzymając w dłoni żarówkę.
– No tak – odpowiadam zaskoczony. Już myślałem, że będzie.mandat.
– Daj Pan spokój… w takim dni, trzeba sobie pomagać. Chociaż raz w roku.
– W prezencie od policji – wypala i wręcza mi żarówkę. Spotykamy się wzrokiem i za chwilę obydwaj śmiejemy z tego absurdalnego stwierdzenia.
Jezuuu … jak miło. Już nawet nie zastanawiam się, czy to zachowanie było szczere, czy bardziej wymuszone.
Dochodzi wieczór, a ja w końcu wyjeżdżam z miasta.
Droga wije się leniwie. Skręt w lewo, w prawo. Kilka zabudowań, stacja paliw.
W oddali majaczy wiata. Grupka osób stoi na przystanku ulokowanym gdzieś poza ostatnimi zabudowaniami. Mijam ich i zwalniam. Zatrzymuję się przy starszej kobiecie z wózeczkiem, stojącej przy drodze.
– Pani wsiada, podrzucę – uchylam okno.
– Wie Pan, że jest Pan chyba już piątą osobą, która mi dziś bezinteresownie pomogła? – słyszę od swojej pasażerki, kiedy ta siedzi już w samochodzie.
Od samego rana spotykam się z ludzką życzliwością. Na początku wydawało mi się to takie podejrzane, myślałam, że ktoś mnie chce oszukać. Wie Pan, cały rok jest taki inny, my sami dla siebie jesteśmy inni, stąd to zdziwienie.
Zapomniałam, że to już dziś.
– To zupełnie tak jak ja – dodaję
-Na początku to w ogóle nie mogłam do tego przywyknąć, przecież jeszcze pare lat temu byłoby to nie do pomyślenia, że można inaczej. Ale ja już nie chcę wracać do poprzedniej tradycji. Jak wracam do domu po takim dniu, to czuję ile takich momentów szczęścia zgromadziłam i ile podarowałam. W ciągu całego roku nie otrzymuję tyle miłych gestów od całkiem obcych mi ludzi, ile w ciągu tego jednego dnia.
Jakoś tak lżej, łatwiej. Ludzie się do siebie nagle uśmiechają i w ciągu dnia, jest tyle życzliwości z każdej strony, że aż dziwnie człowiekowi. I to jest najlepszy prezent, jaki mogę dostać. Kiedyś nie lubiłam tego dnia, ale teraz sam Pan wie…..nie mogę się doczekać.
Ja też – uśmiecham się do starszej Pani.
Ja też…
Dojeżdżamy do miasta. Pani sięga po portfel.
Nie trzeba – tłumaczę.
Zrobi Pani komuś dobry uczynek i będziemy kwita.
To chociaż miód Panu zostawię.
A to co innego, dziękuje. Będzie idealny do kawy.
– To do zobaczenia!
– Do zobaczenia!
Spoglądamy na siebie po raz ostatni i prawie jednocześnie wypowiadamy: Wesołych Świąt! -wybuchając śmiechem. Wesołych i Życzliwych – dopowiadam sobie w duchu 🙂
Nagle słyszę klakson, potem drugi. Ktoś za mną wyrywa mnie z zadumy, a właściwie z …… drzemki. Rozglądam się i widzę, że ja dalej stoję w ogromnym korku na wylotówce z miasta. A więc to wszystko była nieprawda! Z tą policją, z tą uprzejmością, z tymi świętami bez prezentów, ale z ogromną wzajemną życzliwością.
Jaka szkoda … jaka szkoda, że nie ma takich świąt….ale może kiedyś w końcu się uda! 🙂
Życzliwych Świąt! 🙂

