Wracam do Siebie

Dworzec okazał się całkiem dobrym azylem na noc, ale marzę już o opuszczeniu Moskwy. Czymkolwiek.

Najpierw jednak muszę coś zjeść. W poszukiwaniu jedzenia trafiam w budynku dworca na budkę, w której kupuje coś, co nie wiem jak się nazywa, ale jest przepyszne. Udaje mi się tez porozmawiać z przesympatyczną obsługą. Jest wcześnie rano, więc nie ma ludzi i możemy sobie chwilę pogadać. Dziewczyna ma na imię Regina i pochodzi z Kirgizji.

No dobra, pojadłem, pogadałem czas wydostać się z Moskwy. Biorę plecak i w drogę. Swoim plecakiem wzbudzam regularne podejrzenia  Każde wejście do budynku dworca, dużego sklepu, stacji metra wiąże się z przejściem przez bramkę antyterrorystyczną, które zwykle kończy się dla mnie kontrolą przez policję. I tak już będzie do końca mojego pobytu w Moskwie.

A koniec pobytu wydaje się bliski, bo zmierzam w kierunku dworca autobusowego, z którego odchodzi autobus do…….. Kijowa. Z Moskwy to tylko 14 godzin jazdy. Hahaha :)
Już trochę do tego przywykłem. W jakiejś rozmowie na Syberii słyszałem, że ktoś mierzył odległość w dniach. Mówiąc np. o 3 dniach drogi. W dzień się jedzie a w nocy wypoczywa. Te olbrzymie przestrzenie sprawiają, że takie opisywanie odległości nabiera sensu. Więc co oznacza te moje 14 godzin, przecież to tylko większa część dnia. Zleci migiem :)

Wyjazd

Jestem już na dworcu, ostatnia kontrola ii ląduje przy kasie. Kupuję bilet, wraz ze znaczkiem, który naklejam na bagaż. Podchodzę do autobusu i od razu kieruję się do luku bagażowego, aby pozbyć się ciężaru z moich pleców. Ludzie cisną się przy autobusie ze swoimi bagażami. Widząc zamieszanie, kobieta która pomaga kierowcy, prosi mnie o zostawienie bagażu przed lukiem i zajęcie miejsc.

Huraa! Już siedzę. W końcu udało mi się wydostać z Moskwy. Chcę już tylko siedzieć i nic nie robić. Jakieś zamieszanie, autobus jeszcze nie odjeżdża, bo kierowca coś ogłasza po rosyjsku, ale jestem już tak zmęczony, że kompletnie nic nie rejestruję.

I w końcu jedziemy! W autobusie jest zainstalowany telewizor, który wisi nad siedzeniami. Jest jeden, ale wystarczająco duży, aby można było na nim zobaczyć film. A film jest śmieszny, bo leci rosyjska komedie. Dziwnie się czuję, kiedy pasażer (a wkrótce i inni pasażerowie) obok śmieje się głośno z filmu. Udziela mi się ten nastrój. Dawno się tak nie bawiłem w autobusie :)  Pasażerowie są otwarci, wyluzowani i co chwilę wybuchają śmiechem. Większość z nich to Rosjanie. Ten radosny nastrój towarzyszy nam aż do granicy rosyjsko-ukraińskiej Tam moja radość się urywa.

Granica rosyjsko- ukraińska

Autobus przechodzi kontrolę. Mamy zabrać wszystkie swoje bagaże i przejść z nimi do budynku straży granicznej. Grzecznie czekam aż kierowca otworzy luk bagażowy. A potem drugi luk bagażowy. A potem…….wszystkie bagaże zostały wydane. Ale ja nadal stoję i czekam na swój plecak. Podchodzę do kierowcy, tłumacząc mu, ze nie ma mojego plecaka i nagle wszystko staje się jasne.

Przypominam sobie zamieszanie w Moskwie przed lukiem bagażowym i kierowcę tłumaczącego coś długo przed odjazdem. Okazało się, że kiedy ja siedziałem w autobusie  i czekałem na odjazd, trwały poszukiwania właściciela bagażu, który stał przy luku i czekał na załadunek.  I mimo tego, że była tam naklejka i kobieta mówiła, że go zapakują, to go nie zapakowali.

Co teraz? Wracać po niego? Nie ma szans, bo za 3 godziny kończy się moja wiza. Jakaś Rosjanka zgłasza się do mnie i mówi, że da mi telefon do syna w Moskwie i on go poda następnym autobusem. Kierowca też daje numer telefonu do siebie. Trudno nie mam wyjścia. Szybki skan co mam w plecaku: ciuchy, wódka, jakieś prezenty, namiot. Całe szczęście, że kasa, paszport jest przy mnie. A jak mi lekko! Przecież chciałem, błąkając się po Moskwie ze swoimi tobołami, żeby było lekko, więc mam :)  Ktoś postanowił mi ulżyć i zrzucił  kamień z mojego serca a właściwie to plecak z pleców. Spełniło się moje marzenie :)

Od tej pory staram się bardziej świadomie wymawiać swoje życzenia.

Kijów

Dojeżdżamy do Kijowa. Jest późno. Ok. 22. Mój autobus ruszy rano do tego czasu… mam czas. Czyli mogę iść spać. Na dworzec oczywiście! Dworzec w Kijowie może nie jest tak piękny jak w Moskwie, ale ma za to wygodne ławki. Zanim zasnę, zamienię kilka słów z ochroną, zostawię im banknot (na pamiątkę) i betę mógł spokojnie w ciepłym budynku przespać się do rana.

Kolejny ranek jest bardzo podobny do poprzedniego.

Tym razem w autobusie są Ukraińcy, którzy jadą do pracy w Warszawie. Za oknem widok, który będzie mi dość często towarzyszył. Już wiem, dlaczego flaga Ukrainy jest w takich barwach.

Granica ukraińsko- polska

Jest sympatycznie. Az do granicy. Tutaj będę świadkiem braku kultury naszych polskich celników a właściwie młodych celniczek. Jest mi zwyczajnie wstyd. Krzyki, śmianie się z nic nierozumiejących Ukraińców a w tle konsumpcja sałatki. Kobiety są zdziwione obecnością. Polaka z rosyjskim nazwiskiem jadącym z Ukraińcami.

Jestem już po polskiej stronie. Kilku z pasażerów zostaje na granicy. Ktoś był poszukiwany, bo nie chciał do wojska, ktoś inny zapomniał ważnych dokumentów, komuś zabrakło zaproszenia.

Do Warszawy dojeżdżam bez przeszkód. Następnego dnia zaczynam swój bój o odzyskanie bagażu pozostawionego na placu dworcowym w Moskwie. Czuję się jakbym walczył o zwrot wraku samolotu w Smoleńsku :) Tak właściwie to nie wiem nawet, czy on tam jeszcze stoi. Może ogłoszono alarm dla dworca autobusowego i wezwano saperów do detonacji plecaka….

Po milionie maili i telefonów w różnych językach, a także próbie wciągnięcia Ambasady Polskiej (a co!) do walki o plecak, zguba dotarła po 2 tygodniach do domu!  Przyjechał autobusem i tak jak ja miał przesiadkę w Kijowie :)

EPILOG

Moja wyprawa na Syberię trwała tylko dwa tygodnie. Jednak wystarczająco długo, aby nowa rzeczywistość odsłoniła mnóstwo moich większych i mniejszych lęków. Nie przypuszczałem, że ten wyjazd stanie się wyprawą nie tyle do nowych miejsc ile do wnętrza mnie samego

Zaskoczył mnie mój opór przed opuszczeniem domu, a także irracjonalny strach przed głodem i zimnem. Zobaczyłem bardzo wyraźnie swoją samotność i brak zaufania do siebie samego. Ta podróż pokazała mi jak trudne potrafi być podejmowanie decyzji i branie odpowiedzialności za siebie. Liczyłem, że ktoś wszystko za mnie przygotuje, weźmie za „rączkę” i poprowadzi. Wyznaczy szklak, zadba o jedzenie, rozpali ognisko. Nawet tak prosta i banalna czynność jak odezwanie się po raz pierwszy (w obcym dla mnie języku) do napotkanej osoby tez stanowiła dla mnie nie lada wyzwanie.

Każdego dnia, kawałek po kawałeczku oswajałem nową rzeczywistość.  A nowe było dla mnie wszystko. Miejsca, ludzie. Obcowanie z ogromnymi obszarami, nauczyło mnie pokory dla Natury i pokazało mi moje miejsce w tym łańcuchu. Syberia zrobiła na mnie ogromne wrażenie swoją surowością a tajga, las, step oszołomiła swoimi rozmiarami.

Jednak największe wrażenie zrobili na mnie ludzie, których napotykałem na swojej drodze. Tak bardzo, że nieraz złapałem się na myśli, czy nie zostać w Rosji? Czasem wystarczył jeden dzień podróży i przypadkowe spotkanie (chociaż wiem, że nie ma przypadkowych spotkań :)), abym stwierdził: „Boże, jakie życie jest piękne!”

To, co było też dla mnie znamienne w tej podróży, to poczucie, że nie miałem żadnego azylu (miejsca), w którym mógłbym się ukryć w chwilach rezygnacji, zwątpienia itd. Czułem się jakbym się „odsłonił” przed światem, ale tez przed samym sobą. W świecie, który zostawiłem takim azylem był zawsze dom. Moja bezpieczna przystań. Tutaj okazało się, że ten „dom” noszę w sobie.

Moja wyprawa była też podróżą o zaufaniu. Do świata, ludzi i mnie samego. Czy dam sobie radę, czy wszystko muszę zaplanować i przewidzieć? Czy mam ruszyć i niech się dzieje? Mimo tego, że bałem się tego wyjazdu, to od samego początku sprzyjali mi ludzie i miejsca, które odwiedzałem. Miałem wrażenie, że świat reagował i nagradzał mnie za moje poczynania. Jakże prawdziwe stało się dla mnie powiedzenie „Świat należy do odważnych” Doświadczyłem tego, że najlepsze scenariusze pisze samo życie.

Ta podróż stała się jedną z najtrudniejszych warsztatów w swoim życiu, a jednocześnie największą przygodą, która zmieniła moje życie.

KONIEC

Ale czy na pewno? Dziś już wiem, że nie. Zycie pisze nowy rozdział, do którego chcę Cię zaprosić.
Jesteś ciekaw/a? Link

A tu możesz przeczytać jak zaczęła się moja podróż:: Link

 

 

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Nie przegap! Zapisz się do newslettera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Ta strona korzysta z plików cookie. Przeglądając tę stronę, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookie.