Jeżeli nie wiesz jak postąpić, zrób tak jak postąpiłaby Miłość
Brzmi jak banał, prawda? Tak, ale tylko na pierwszy rzut oka.
Ponieważ to proste zdanie, ma w sobie ogromny potencjał. Szczególnie w chwili, kiedy nie potrafimy dogadać się z bliską nam osobą i jesteśmy zagubieni w tym, co zwykle w takich sytuacjach, sugeruje nam rozum, a co podpowiada ciało. W tym nagraniu postaram się opowiedzieć o tym, gdzie tkwi mądrość tego przesłania i podzielę się swoim własnym doświadczeniem.
W świecie gdzie rządzi rozum i bezduszna technologia, nasze serce zepchnięte jest do roli organu, którego głównym zadaniem, jest tłoczenie krwi. Jedynym momentem, w którym w którym jesteśmy zakochani. Stan euforii, zauroczenia potrafi zawładnąć naszym dotychczasowym centrum dowodzenia, jakim jest rozum i nasze analityczne myślenie. Patrzymy wtedy na świat i na ludzi przez pryzmat miłości i okazuje się, że ten dobrze znany świat, odsłania przed nami zupełnie nową jakość.
Miłość pozwala nam również poczuć, że jesteśmy czymś więcej, niż tylko istotami obdarzonymi rozumem i emocjami. Jeżeli otwieramy się na uczucie, a wraz z nim otwieramy swoje serce, to doświadczamy czegoś jeszcze. Czegoś, co może przedefiniować nasze pojęcie mądrości i tego, skąd ją czerpiemy. Jednak aby korzystać z tego daru, musimy zmierzyć się z kilkoma ograniczeniami, którym oddaliśmy władzę w obszarze, na którym nie powinny się znaleźć. Pamiętacie kiedy? Nie? To posłuchajcie.
Od dziecka obserwujemy, analizujemy i wyciągamy wnioski. Uczymy się w ten sposób świata, który nas otacza. Jeżeli coś się sprawdza i działa w naszym życiu, zwykle korzystamy z tego regularnie. Cały czas szukamy sposobów, jak poradzić sobie w nowym środowisku, w nowych rolach społecznych i wreszcie w związkach międzyludzkich. I jest to całkiem naturalne zachowanie. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy naszych wyuczonych wzorców zachowań, używamy we wszystkich możliwych sytuacjach. Również takich, które wymagają zupełnie innego podejścia.
Ja używałem kontroli. Była dla mnie niczym szczelna zasłona, która pozwalała mi ukryć moje słabości. Uważałem, że wszystko można przewidzieć i kontrolować. A przynajmniej większość.
Pamiętam, że zanim podjąłem jakąkolwiek decyzję, starałem się przewidzieć wszystkie możliwe opcje i się do nich przygotować. To nic złego, prawda? Przecież wszyscy tak robimy. Jednak w moim przypadku kontrola przybierała czasem skrajne formy.
Np, gdy z kimś rozmawiałem, próbowałem wcześniej odgadnąć jego pytania, ponieważ bałem się, że coś umknie mojej kontroli i rozmowa potoczy się w niewygodnym dla mnie kierunku. W życiu zawodowym byłem „wszystkowiedzącym” szefem a w prywatnym „dającym sobie radę ze wszystkim” mężem, a później, i ojcem. Robiłem to wszystko po to, aby łatwiej mi było żyć. Tak przynajmniej myślałem. Czy to faktycznie było łatwiejsze? Oczywiście, że nie, ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Nauczyłem się mechanizmów, formuł, reguł i starałem się używać tej wiedzy, we wszystkich obszarach swojego życia. O ile w życiu zawodowym, jakoś to jeszcze ,działało , to w innych obszarach wychodziło mi to średnio, szczególnie w moim małżeństwie. Do małżeństwa wniosłem za dużo rozumu i kontroli, a za mało serca.
Potem odkryłem świat warsztatów i rozwoju osobistego, a moje życie zmieniło się diametralnie. Byłem zafascynowany tym, co przeżywałem i czego doświadczałem. Tak jakbym odkrył zupełnie nowy smak lub kolor w swoim życiu. Wtedy odpuściłem rozumowe analizowanie wszystkiego, a skupiłem się na odczuwaniu. To był doprawdy złoty okres w moim życiu. Zamieszkałem na wsi i przepadłem na amen, w kontemplowaniu życia i w wyjazdach na warsztaty rozwojowe. Rzeczy same się działy i same układały. Miałem wrażenie, że nie muszę już myśleć na zapas i zamartwiać się przyszłością. Większość moich lęków, gdzieś się ulotniła. Czułem się wręcz zaopiekowany przez Życie. Zrezygnowałem wtedy z planowania czy obmyślania jakiejkolwiek strategii postępowania. Emocje i ciało przejęły kierownictwo nad moim życiem. Od tamtej pory starałem się wszystko „poczuć”. Rozum stracił pozycje lidera. Ale najciekawsze…… dopiero miało nadejść.
Prawdziwym testem, okazały się dla mnie późniejsze związki z kobietami. Okazywanie emocji i uczuć w związku, zawsze było dla mnie niesłychanie trudne. Po części wpływ na to miało moje dzieciństwo, charakter, a może fakt, że mężczyźnie trudniej jest wyrażać uczucia. Czas, który spędziłem na warsztatach, na pewno sporo zmienił, ale ten temat, ciągle mnie przerastał. I chociaż miałem łatwiej niż wcześniej, nadal było to dla mnie ogromne wyzwanie. A bywało różnie. Kiedy w relacji coś się nie układało, starałem się nie ,podgrzewać” drażliwych tematów. Jeżeli to się nie sprawdzało, zamykałem się po prostu w sobie, próbując przeczekać trudny okres.
Na pewno znacie to uczucie, kiedy jesteście skłóceni z bliską osobą i trwacie tak w swoim bólu, żalu, złości. A może bardziej urażonej dumie czy głupim uporze. Tak trudno wtedy jest wyjść z tego stanu, prawda? Ktoś nas zranił, upokorzył, rozgniewał, uraził. Czujemy się wtedy źle, a jedyny komunikat, który nosimy w sobie brzmi: „Nie dotykaj mnie”, „Nie zbliżaj się do mnie” lub „To jej/jego wina”, „Znów zachowuje się tak samo” itd. itd
Tak też zdarzyło się pewnego dnia się w moim życiu. Byłem „uwięziony” pomiędzy obrażonym ciałem a projektującym koncepcje umysłem. I chociaż doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że to, co robię jest pozbawione jakiegokolwiek sensu, to nadal w tym trwałem. I kiedy tak siedziałem w tym beznadziejnym stanie, jakaś część mnie (a może poza mną) sprawiła, że poczułem, że muszę coś powiedzieć, i nawiązać kontakt z drugą osobą.
To tak jakby ktoś poza mną zdecydował co trzeba zrobić, obsadzając mnie samego w roli bezwolnego obserwatora. Zanim uświadomiłem sobie, że przecież ja jestem obrażony i zamknięty na jakikolwiek kontakt, zacząłem mówić.
Miałem wrażenie, że to, co mówiłem, nie zrodziło się we mnie, bo w tych słowach nie było odrobiny żalu, gniewu, pretensji, pod adresem drugiej strony. Chociaż jeszcze wcześniej byłym wypełniony tymi emocjami. To było zupełnie innej jakości, pełne ciepła i spokoju.
Brzmiało to trochę tak, jakby starszy brat, próbował wytłumaczyć wygłupy młodszego rodzeństwa. Byłem bardzo zaskoczony swoją reakcją i tym, że właściwe działo się to bez świadomego udziału. Podejrzewam, że patrząc z boku, mogło to nawet wyglądać komicznie, niczym źle zrobiona synchronizacja obrazu z dźwiękiem. Miałem wrażenie, że mój umysł i całe moje jestestwo przygląda się mi z niedowierzaniem, pytając: „Co to było?„ „Co tu się dzieje?„
Ten krótki komunikat, który wydobył się ze mnie, rozpuścił cały mój żal i złość. Byłem wzruszony a może bardziej poruszony, a oczy momentalnie mi się zaszkliły.
Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiego stanu i chociaż cała ta sytuacja, nie była spowita fajerwerkami, tabunem zastępów niebieskich, a mi nie otworzyło się drugie, Trzecie Oko, to jednak miałem wrażenie, że przez tę krótką chwilę, byłem kimś innym. Kimś, kto na moment stanął ponad swoimi ludzkimi ograniczeniami. Ponad swoje emocje czy logicznego do bólu umysłu. Jestem absolutnie pewien, że słowa, które wtedy wypowiedziałem, nie narodziły się w mojej głowie i nie były elementem żadnej strategii. One się po prostu pojawiły. To było niesamowite uczucie.
Wracałem później wiele razy do tamtej sytuacji i chociaż to wydarzenie nie spowodowało, że przestałem korzystać ze wskazówek płynących z rozumu, zrozumiałem, że jako człowiek mam dostęp do jeszcze innej jakości. Tej docierającej do mnie z zewnątrz i objawiającej się przez moje serce.
Zastanawiałem się nad tym wielokrotnie i zadawałem sobie pytania: Czy nasze serce widzi więcej, dalej i dzięki temu jest doskonałym przewodnikiem w miejscach, gdzie rozum lub ciało gubi drogę? A może poprzez nasze serce, płynie do nas mądrość? A z nią miłość. A może to Miłość jest Mądrością ? Jeżeli tak jest, dlaczego z niej nie korzystamy?
Wydaje mi się, że z braku odwagi. Bo czy potrafimy żyć z odwagą przynależną naszym sercom, czy raczej kalkulujemy, nad opłacalnością każdej naszej decyzji. Czy potrafimy wznieść się ponad uprzedzenia, żale, urazy i posłuchać tego, co podpowiada nam Serce, czy trwamy w swojej głupiej dumie? Czy pokonanie Triatlonu, jest naprawdę większym wyzwaniem, niż wyciągniecie ręki na zgodę, zakopanie żalu i pogodzenie się z bliską osobą lub wrogiem? Czujecie to ukłucie w mostku, miękkie kolana lub gulę w gardle na samą myśl o tym? No właśnie. Trzeba mieć naprawdę „jaja”, aby to zrobić.
Jest jeszcze coś, co może nam w tym przeszkadzać. To nasze wyobrażenia.
Ufamy im i koncepcjom, które tworzą się w naszych głowach. Jednocześnie żyjąc w iluzji, przybierając pozy i udając kogoś, kim nie jesteśmy. Będąc w relacji z drugim człowiekiem, nakładamy na niego swoje programy i wizję. Nie widzimy wtedy osoby, widzimy wytwór naszych wyobrażeń. Druga strona robi zwykle podobnie. A potem…. spotykamy się na polu wzajemnych oczekiwań i rozczarowań, zdziwieni, że coś jednak nie działa. Wyjście poza te ograniczenia, odrzucenie projekcji i otwarcie swojego serca na drugą osobę, sprawia, że zwyczajnie „błyszczymy” i emanujemy takim wewnętrznym blaskiem, że z łatwością przyciągamy do siebie innych ludzi. I to bez uprawiania żadnej manipulacji. Dzieje się naturalnie, bo każdy chce pobyć w naszej obecności a właściwie w naszym polu. Otwarte serce ma w sobie niesamowity magnetyzm. Ta energia porusza ludzkie serca bardziej niż wyszukane strategie uwodzenia i tym podobne rzeczy. Ta jakość jest nie do podrobienia. Jest magnetyczna, pociągająca, zniewalająca. I naturalna.
Jak Miłość.
Wiem doskonale, jak trudno to wszystko, o czym tu mówię, wprowadzić w swoje życie. Sam często mierzę się z brakiem odwagi, ulegam wyobrażeniom czy ciągle popełniam te same błędy, ale też coraz częściej w swoim życiu sięgam do tego zdania. I wielokrotnie to ono, wskazywało mi drogę. To zdanie potrafi nas połączyć lub otworzyć na coś, co jest poza naszym świadomym rozumowaniem czy też odczuwaniem. Bez cienia wątpliwości zapewniam Was, że jeżeli zaczniecie korzystać z tego przesłania, będziecie zaskoczeni jakością, której doświadczycie.
Więc jeśli czujecie, że w relacji z bliską Wam osobą, jesteście zakleszczeni w uścisku wzajemnych oskarżeń, pretensji, żalu, ale macie w sobie dość odwagi, aby się z tym zmierzyć, przypomnijcie sobie to zdanie:
Jeżeli nie wiesz jak postąpić, zrób tak jak postąpiłaby Miłosć
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)


Dziękuję. ..prawdziwe. ❤.
Dziękuję ❤