szczęście

Jestem szczęśliwy.
Nigdy, nie sądziłem, że zrobię o tym nagranie, bo właściwe to nie stało się nic szczególnego w moim życiu, żebym mógł powiedzieć „- No, TERAZ DOPIERO jestem szczęśliwy”

No bo tak:
Dalej jeżdżę taksówką i mimo życzeń mojej pasażerki:  „Jest Pan bardzo miłym rozmówcą i nie pasuje Pan do tej pracy, życzę Panu, żeby znalazł Pan jakąś normalną pracę” – ja dalej z radością wożę ludzi..
W kwestii mieszkaniowej też bez większych zmian. Od kilku dobrych lat, wynajmuję ten sam pokój na obrzeżach Warszawy któremu, jak ostatnio usłyszałem od mojego dobrego znajomego daleko do miejsca, w którym on, chciałby mieszkać” :)  Mieszkam sam. Nie mam kota ani psa.

Tak więc, patrząc z zewnątrz, mogę wyglądać na samotnego taksówkarza, który nic już nie osiągnie w swoim życiu, a już na pewno nie można powiedzieć, o nim, że jest szczęśliwy z „tym co ma”. Prędzej będzie zgorzkniały, niż szczęśliwy.

Więc na Boga, dlaczego czuję się szczęśliwy, skoro na zewnątrz nie prezentuję tego, co zwykle kojarzy się nam ze szczęściem? Prawdę, mówiąc, to sam nie wiem 🙂. Jednak ostatnie pół roku mojego życia, wygląda tak, jakby rozwiązał się jakiś worek obfitości i szczerze się przyznam, że trochę mnie to onieśmiela.

Kiedy zaczynam się zastanawiać, co właściwie było takim punktem zwrotnym  w ostatnim półroczu mojego życiu, dochodzę do wniosku, że było ich kilka.

PUNKT ZWROTNY NR. 1

Pierwszy z nich pojawił się wówczas, kiedy poczułem ogromną irytację tym, że mój plan na życie oddalał się ode mnie kolejny raz.  A przecież już tak niewiele brakowało, abym mógł spełniać swoje marzenia. Ale nie, oczywiście zdarzyło się to, co zwykle. Znów, pojawiły się niespodziewane wydatki.

Szlag mnie zaraz trafi!
– Mam już tego dość. To się nie uda. Nigdy nie uzbieram potrzebnej kwoty – brzmiała szybka i pesymistyczna diagnoza. Byłem zły na siebie. obrażony na cały świat, czułem irytację, a już najbardziej bezsilność. Nie znoszę tego uczucia gdy nie mogę nic zrobić. Patrzyłem bezradnie, jak coraz dalej odpływa mój cel i wtedy postanowiłem, że ruszam z tym, co mam. Dosyć już czekania i odkładania na później.
Wyobraziłem, a może wmówiłem sobie i w koncu też uwierzyłem, w to że jestem gotów, aby ruszyć dalej.. Chociaż ciągle jeszcze się bałem, zwyciężył we mnie wkurw połączony z determinacją.

A potem stało się coś dziwnego. Moje marzenie zaczęło żyć własnym życiem. Tak jakbym odwiązał łódź, zacumowaną przy pomoście, a żagle w jednej chwili wypełniły się pomyślnym wiatrem. Nagle znikąd pojawiali się pomocni ludzie i sprzyjające sytuacje. Skłamałbym, gdybym powiedział, że wszystko było idealne, bo nie zawsze szło jak po maśle. Po drodze wielokrotnie korygowałem swój plan, doświadczając na własnej skórze, tego, że pewne moje pomysły, o których myślałem wcześniej i które budziły mój zachwyt „na papierze”,w rzeczywistości okazywały się tylko moim błędnym wyobrażeniem czy też iluzją  Jednak te zmiany nie były aż tak istotne, najważniejsze w tym wszystkim było to, że w końcu ruszyłem z miejsca.

Przez cały ten czas uważnie obserwowałem siebie. Szczegółną uwagę zwracałem na te czynności , które sprawiały mi radość. Te odczucia traktowałem jako wewnetrzny kompas, który w końcu zaprowadzi mnie do upragnionego celu. Niejednokrotnie okazywało się że drobna korekta planu np.rezygnacja z organizowania wydarzeń/warsztatów na większą skalę i postawienie na kameralność, sprawiała, że po chwili zastoju, obfitość ponownie zaczynała płynąć.

PUNKT ZWROTNY NR. 2

Kolejnym punktem przełomowym, było odkrycie, że mogę „rozmawiać” ze swoim ciałem  a właściwie ze swoimi emocjami. I jakkolwiek dziwnie to brzmi, to naprawdę jest możliwe i naprawdę działa. Przekonałem się o tym na własnej skórze, przed swoim pierwszym publicznym wystąpieniem. To wtedy uświadomiłem sobie ile strachu i lęków, tkwi we mnie samym. Oczywiście, mogłem z tym pracować mentalnie (stosować wizualizacje, afirmacje, kursy motywacyjne) ale wiedziałem, że jeżeli zrobię to bez pracy z ciałem (czyli takim wewnętrznym krytykiem), to będzie to przypominał postać świetnie przygotowanego do zawodów dżokeja, na leniwym koniu. Który nie jest zainteresowany pokonywaniem przeszkód. On wołałby np. dalej skubać trawę. A jeżeli uda mi się go zmusić do jakiejkolwiek aktywności, na pewno zrzuci mnie przed pierwszą prxeszkodą.

Tym razem, postanowiłem, że świadomie zmierzę się ze swoimi blokadami. Więc każdego dnia, gdy budziłem się rano, przywoływałem wyobrażenie tego co mnie czeka w przyszłości,  jednoczesnie wsłuchując się w swoje  odczucia.

Jednego dnia pojawił sie np. strach przed tym że bedzie zbyt dużo ludzi, lub że zapomne co chcę powiedzieć, innego, że ktoś zarzuci mi, że mówię nieprawdę itd. Notowałem to wszystko cierpliwie przez prawie tydzien,, aż . pewnego ranka nie pojawiło sie nic nowego  a potem…. Potem wystarczyła odrobina cierpliwości i ogrom zaufania do samego Siebie. Usiadłem z kartką i przez kolejne dni, poprzez „wewnętrzny” dialog, neutralizowałem swoje lęki. .Zaskoczyło mnie to, że w tych rozmowach mojej świadomosci z podświadomością, czasami pojawiały sie zdania, które na pewno nie wynikały z mojego intelektu. Tak jakby, to tej rozmowy dołączał się trzeci rozmówca. Budzący największy autorytet. I te jego sugestie były zazwyczaj czymś co sprawiało, że móje podświadome obawy czy lęki w jednej chwili ustawały.

A jeżeli czasem zdarzało się, że moje uparte „ciało” dalej nie chciało, współpracować, pomagałem sobie  przysłowiową „kostką cukru” . Obiecując sobie (i zawsze dotrzymujac obietnicy) , że w nagrodę za wykonaną pracę sprawię sobie nagrodę.

W każdym razie, końcowy efekt tych rozmówek, zaskoczył, nawet mnie samego.
Jeżeli teraz czuję jakiś strach, wykorzystuję tę metodę powtórnie. Czuję, że w ten sposób  „dogaduję się” ze swoim  wewnętrznym „sabotażystą” i teraz gramy w jednej drużynie. . Z tą świadomością, życie stało się o niebo łatwiejsze.

PUNKT ZWROTNY NR. 3

Finanse. Tutaj było sporo różnych metod, które wykorzystywałem, aby zmienić swój stan posiadania i dopuścić do siebie tzw. obfitość. Próbowałem medytacji, wizualizacji, mapy marzeń. Sprawdzałem nawet swoje przekonania dotyczące finansów. Okazało się, że są całkiem dobre. A jednak coś nie szło…

W takich chwilach, kiedy nie jestem w stanie dotrzeć do praprzyczyny mojego problemu, korzystam również z podszeptów mojego, nazwijmy to anioła stróża. I to nie jestes jakaś czarna magia, bo uważam, że każdy z nas ma jakiegos sprzymierzeńca.  W wielkim skrócie polega to na tym, że zadaję sobie w duchu pytanie i czekam na odpowiedź. Ta pojawia się, od razu, czasem po chwili, czasem w ogóle (szczególnie kiedy pytania są błahe lub ktoś mądrzejszy uzna, że ja sam znam odpowiedz na to pytanie)

Odpowiedzi, które sie pojawiają są różne. Zwykle jest to słowo lub zdanie. Czasem odpowiedzi są odbiciem mojego pytania. Jednak łączy je jedno. Wszystkie one są ,klarowne, jasne i nie wymagają dodatkowej analizy..

Czasami sa zabarwione poczuciem humoru lub też bywają przyczyną zabawnych sytuacji :) Tak jak wtedy gdy na moje pytanie : .”Dlaczego nie jestem bogaty?” dostałem bardzo szybką odpowiedz – Bo już byłeś!” Gdy usłyszałem to w swojej głowie, akurat myłem zęby i w jednej chwili parsknełem śmiechem. Pasta latała po całej łazience, a ja nie mogłem powstrzymać ataku śmiechu.
Gdy już się uspokoiłem, przypomniałem sobie, ze tak faktycznie było. Kilkanaście lat temu, prowadząc własną firmę, zarabiałem kilkanaście a czasem kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie.

Ok, a teraz już nie mogę być? – dopytywałem.
Cisza.

Nie poddawałem się jednak. Dalej szukałem sposobu. Jednocześnie inwestując sporo pracy i energii na  płaszczyźnie fizycznej, czyli po prostu działałem. Tworzyłem, wymyślałem, wdrażałem, modliłem się (wysyłałem intencję) I nic.

Nie zdarzył się Cud. A nawet malutki cudzik.

Odpowiedź, a zarazem rozwiązanie przyszło z najmniej spodziewanej strony. Któregoś dnia, zupełnym przypadkiem podejrzałem na YT jakąś wróżkę, która mówiła o wysyłaniu pieniędzy z intencją. Sprawdziłem ten sposób, ale jakoś nie poczułem zmiany.. Okazało się, ze u mnie działają tylko „moje słowa” czyli te stworzone przeze mnie. Wykorzystałem więc to, czego się wcześniej nauczyłem  i stworzyłem własną intencję. I wiecie co?  To naprawdę działa!!! Być może to wysyłanie intencji z pieniędzmi, było tym brakującym „trybikiem” w doskonałym mechanizmie Wszechświata. Nie wiem czy tak jest w istocie, ale to bardzo miłe :)

Po jakimś czasie używania intencji przy wydawaniu pieniędzy,  pojawił się efekt „uboczny”. Poczułem potrzebę zaokrąglania rachunków, napiwków itd. Co ciekawe, nie traktowałem tego jako „mentalny” koncept typu „Pieniądze/energia musi krążyć”, raczej jako coś, co wywoływało u mnie naturalną potrzebę podzielenia się lub „domknięcia” czegoś w przestrzeni. Trudno mi dobrać słowa, żeby to jakoś dokładniej opisać. Najbliższym słowem byłaby tutaj ….. wdzięczność.

WDZIĘCZNOŚĆ

To jedno z tych słów, którego wcześniej nie rozumiałem. Jakoś zwyczajnie mi nie „leżało.” Nie było go też w moim słowniku. Zadawałem sobie pytanie: ” Jak można być wdzięcznym, skoro się tego nie czuję?”  To takie „słowo – balonik”, Napompowane i trochę na wyrost – myślałem. Tak do tego podchodziłem jeszcze rok temu. Ostatnie pół roku dużo jednak zmieniło w moim życiu. Wypełniła mnie radość z odkrycia swojej ścieżki, czułem, że się spełniam, robię to co lubię, na swoich warunkach i do tego w zupełnej zgodzie z sobą. Pojawiła się obfitość finansowa, stać mnie na rzeczy, których potrzebuję (a nawet coś jeszcze zostaje :) ). Czy to jest szczęście? Czy czuję się szczęśliwy? Tak! Po stokroć Tak!  I wtedy pojawił się pomysł, że chcę o tym poinformować świat, chcę o tym powiedzieć innym.

Pamiętam, jak układałem tekst na post, który chciałem umieścić na facebooku. Pojawiły się we mnie myśli:
– Ale o czym właściwie, chcesz napisać? Że jesteś taksówkarzem?

– Tak!  – oświadczyłem
– I to jest odpowiedni powód, żeby się tym pochwalić ? – usłyszałem kolejne pytanie w swojej głowie.
– Oczywiście! – odpowiadałem sam sobie, w wewnętrznym dialogu. Chcę napisać, że jestem taksówkarzem i uwielbiam swoją pracę i jestem szczęśliwy!

Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Post się pojawił, a ja poczułem, że coś się uwolniło w przestrzeni. Teraz wiem, że nie zrobiłem tego dla innych, bo zrobiłem to dla siebie.
Miałem wrażenie, ze się odsłoniłem przed swoimi znajomymi, całym światem tym, co robię, tym, że lubię swoją pracę i ludzi, których wożę,. A także tym, że mam ogromne szczęście, bo jestem zdrowy i mam mnóstwo drobnych radości w swoim życiu.

Dzisiaj jestem absolutnie pewien, że ta publiczna manifestacja szczęścia, którą zrobiłem, sprawiła, że wszechświat spojrzał na mnie jeszcze przychylniej, tak jakby usłyszał ode mnie podziękowania w stylu ” Dziękuję, doceniam, jestem Ci wdzięczny, że tak dbasz o mnie i jesteś obok mnie ”  zamiast ciągłego poczucia krzywdy i wiecznych pretensji wyrażanych poprzez słowa :”Dlaczego mnie to spotyka, moje życie jest ciężkie, mam same kłopoty, czy też wspomniane już wcześniej” Chcę być bogaty „(hahahaha :) ) itd.  Być może coś się właśnie domknęło w tej „naszej” komunikacji.

Wdzięczność pojawiła się w moim słowniku i używam jej  częściej niż kiedyś, być może dlatego, że jest mi łatwiej i odczuwam naturalną potrzebę, aby ją wyrażać. A może po prostu dlatego, że wdzięczność jest pochodną szczęścia, które odczuwam? Nie wiem. Wiem, tylko że, jest mi Dobrze, tu gdzie jestem.

Czuję, że się spełniam. Nie potrafię opisać tego uczucia. Nie mam nadmiernej ekscytacji i nie skaczę do góry, ale mam w sobie dużo radości z tego co robię. Wszystko płynie w łagodnym tempie, a ja czuję dookoła siebie mnóstwo spokoju i zaufania do życia. Dodatkowo mam wrażenie obecności przy mnie jakiegoś oceanu obfitości, do którego już znam drogę, i z którego mogę czerpać tyle, ile chcę. Więc czerpię, a że nie mam jakichś dużych potrzeb (bo jak już wspomniałem wcześniej ” Już byłem bogaty” :D ) czerpię z niego, swoją ulubioną łyżeczką. Dokładnie tyle, ile potrzebuję.

I jeszcze na koniec:
Ostatnio rozmawiając z moim synem o szczęściu, doszliśmy do wniosku, że szczęście nie jest skalowalne, ponieważ nie rośnie wraz z ilością dóbr. Ono po prostu jest, lub go nie ma. Lub jeszcze prościej/: Potrafimy je dostrzec  w drobnych rzeczach, które nas otaczją albo, nie wiIdzimy go wcale.
Bo czyż, szczęście kogoś kto ma nieograniczone dobra tego świata (domy, samochody, jachty) jest więcej warte/większe niż szczęście starszej Pani, która z miłością pielęgnuje swój ukochany ogródek?

No właśnie :)

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub do czegoś zainspirował, możesz podziękować, stawiając mi kawę.
Dziękuję! :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

 

Nie przegap! Zapisz się do newslettera.

2 thoughts on “szczęście

  1. Ania says:

    Sławek, bardzo lubię Cię czytać bo widzę w tym Ciebie. W swojej prawdzie. I nie w tej wyselekcjonowanej, wygodnej prawdzie ale w Calej. To jak wykładanie na stół wypasionych przezdrowych potraw wg pięciu przemian a obok nich fantę i żelki. I dopiero to razem jest prawdziwym obrazem i ucztą.
    Dziękuję Ci za tę Całość! …Jeszcze jedna litera i powstaje Ciałość 😃

    A wracając do szczęścia i wdzięczności to gdy czytając Twoje przyszedł do mnie przeżyty/wany Moment Obezwładniającego Szczęścia (w skrócie MOSZ 😄) ,jak je nazywam, z podrózy po południowej Hiszpanii. Przez miesiąc byłam w raju, w górach, w krainie Słonca, w małym b&b z ogrodem rózanym gdzie pomagałam przy turystach. Było wszystko oprócz muzyki. Z różnych względów właścicielka nie miała radia, niczego takiego, a internety były za słabe do streamowania.
    Byłam tam szczęśliwa i wdzięczna za wszystko co mnie otaczało, ale gdy opuściłam już tę oazę czekałam na bus w Grenadzie w McDonaldzie. Jedyna klientka, deszcz za oknami, plecak u moich stóp, kawa i croissant na stole przede mną…i 'Diamonds’ Rihanny wypelniajace każdy metr kwadratowy wokół i mnie całą. Piłam kawę, płakałam i śpiewałam (wszystko razem mozliwe 😄) i czułam że jestem wszystkim i 'mam’ wszystko.
    To jeden z wielu MOSZy które są dla mnie zawsze pod powiekami.

    Dziękuję Sławek za piękne podzielenie się swoim MOSZem!

Skomentuj Slawek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Ta strona korzysta z plików cookie. Przeglądając tę stronę, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookie.